Teodor Goździkiewicz po ukończeniu łowickiego seminarium nauczycielskiego pracował w latach 1924-1927 jako nauczyciel w Kompinie.


W 1927 roku został kierownikiem szkoły powszechnej w Bocheniu, pełniąc tę funkcję aż do roku 1946. Był nie tylko świetnym pedagogiem, lecz także animatorem życia społecznego i kulturalnego, a w czasie okupacji organizatorem zbrojnej walki z okupantem. Już po wojnie wydał zbiór opowiadań „Uśmiech na co dzień” [1972], powstałych w latach 1924-1946 jako owoc bezpośrednich zapisków dziejących się wokół niego zdarzeń. Dotyczyły one z reguły życia szkoły wiejskiej i życia nauczycieli na wsi łowickiej.

 

Autor „Fryckowego lata” był też miłośnikiem i świetnym znawcą pieśni ludowych. Obdarzony doskonałym słuchem, grał nie tylko na skrzypcach, lecz także zbierał teksty i melodie z okolica Łowicza. Tę muzykalność można również dostrzec w jego prozie, jej rytmie, a także frazowaniu zdań. O wielkiej wiedzy pisarza w tej materii świadczy artykuł „Łowicka pieśń ludowa”, zamieszczony w numerze 10. „Życia Łowickiego” z 1933 roku. Zwrócił w nim uwagę na wielką rolę pieśni ludowej, która stanowi pewna całość należącą do „ogólnego dobra kultury polskiej, podobnie jak muzyka Szopena, która przecież z niej się wywodzi.” Dlatego też należy dążyć do tego, aby regionalne chóry ludowe posiadały w swoich repertuarach jak najwięcej takich utworów. Dzięki temu będą „codzienną, żywą struną, sięgającą w dziedzinę wzruszeń człowieka”.

 

Szczególną rolę w upowszechnianiu pieśni ludowej powinno odgrywać radio jako najpowszechniejszy wtedy środek masowego przekazu. Jednak w tym potężnym czynniku kulturowym – pisał T. Gożdzikiewicz – „mało jest folkloru, ale jest muzyka i śpiew”. Owe pieśni ludowe są najczęściej wykonywane przez zawodowych artystów. Jest to okazja do uwydatnienia walorów śpiewaczych samych wykonawców: siły, barwy, koloratury, głosu. Jednak traci na tym sam utwór, ginie bowiem potoczystość, bezpośredniość, a także swoboda i prostota. Jednym słowem najważniejsze cechy piosenki ludowej.

 

Teodor Goździkiewicz podkreślał, że w łowickich pieśniach ludowych najbardziej spopularyzowane są obrzędowe pieśni weselne. Uroczystość ta, posiadająca cechy pewnej oficjalności, dopuszcza do wysłuchania śpiewu także obcych, łamiąc przy okazji tradycyjną nieufność Księżaków wobec przybyszów, zwłaszcza z miasta. Ale pieśni weselne to nie wszystko, gdyż Księstwo Łowickie słynęło także z pieśni nieobrzędowych, a ujawnianych tylko przy gromadnych przędzeniach lnu lub darciu pierza w jednym domu, w którym nikogo obcego nie ma. Jest tych pieśni całe mnóstwo, zaś ich przedmiotem jest „odwieczne, niezniszczalne prawo miłości w pojęciu dziewczęcym, zawsze świeże, częstokroć naiwne”.

 

Króluje tam sentymentalizm, ujawniony najczęściej w formie dialogu, rzadziej monologu. Odbywa się on między dziewczyną a chłopcem, między dwiema dziewczynami, między córką a matką, a nawet między ludźmi a martwymi przedmiotami, które są całkowicie spersonifikowane. Pasją kierownika szkoły w Bocheniu było jednak nie tylko zbieranie łowickich pieśni ludowych, jak sam przyznaje, pod wpływem działalności Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego i Oskara Kolberga, ale także ich wykonywanie. Teodor Goździkiewicz założył bowiem młodzieżowy chór, który był znany nie tylko w Łowiczu i jego okolicach, lecz także w całej Polsce!

 

O jego randze artystycznej najlepiej świadczy fakt, że wystąpił przed mikrofonami Polskiego Radia w Warszawie w programie ogólnopolskim. Koncert ten był zapewne słuchany w Łowiczu i jego okolicach, w każdym razie słuchali go ci, którzy mieli odbiorniki kryształkowe, tzw. detektory, jak moi Rodzice w Zdunach Kościelnych. Zapowiedziało go już 8 września 1933 r. „Życie Łowickie”. W dziale „Kronika” znalazł się taki oto anons: „Dnia 24 września b.r. o godz. 14 min. 20 przed mikrofonami Polskiego Radia Regionalny Chór Młodzieży w Bocheniu pod kierownictwem p. Teodora Goździkiewicza odśpiewa szereg ludowych pieśni łowickich”. Warto pamiętać, ze wówczas istniał tylko jeden program ogólnopolski PR, bowiem drugi  rozpoczął swoją działalność dopiero w 1937 roku.

 

Według programu na niedzielę 24 września 1933 r., zamieszczonego w „Gazecie Warszawskiej”, chór z Bochenia wystąpił w paśmie poświeconym sprawom wsi. Rozpoczęło się ono o godzinie 14. kwadransem o „Warunkach produkcji zwierzęcej w nadchodzącym okresie”. Między 14. min. 15 a 14. min. 20 nadano „Komunikat rolno-meteorologiczny”. I wreszcie od 14. min. 20 do 14. min. 45 transmitowano „Koncert w wykonaniu regionalnego chóru młodzieży z Bochenia”. Natomiast w wieczornej części programu od 19. do 19. min. 40 emitowano, oczywiście „na żywo”, słuchowisko wg dramatu Anatola France’a, później przez dwie godziny transmitowano koncert poświecony twórczości Karola Szymanowskiego w 50. rocznicę jego śmierci. A na zakończenie programu, od 22. min. 20 do 23. min. 20. cała Polska słuchała wielkiego przeboju tamtych lat, czyli legendarnej już dziś audycji „Na lwowskiej fali”, do której teksty pisał sam Marian Hemar. Pokazuje to jak wysoki poziom merytoryczny i artystyczny reprezentował przedwojenny program Polskiego Radia. Chór kierowany przez Teodora Goździkiewicza musiał zatem spełniać te same kryteria, skoro był emitowany, i to w niedzielę.

 

Nie zachował się, niestety, ani program tego koncertu, ani jego płytowe nagrania, bo takie tylko wówczas istniały. Z cytowanego wyżej artykułu z „Życia Łowickiego” można jednak wnosić, że bocheński chór wykonał charakterystyczne dla leżącego na granicy Kujaw i Mazowsza Księstwa Łowickiego piosenki, z reguły w rytmie kujawiaka, walca i oberka. Jeśli nawet spotyka się piosenki, które w innych regionach Polski śpiewa się jako polki, względnie marsze, to tu są one „nakłonione do kujawiaka”. Nie zabrakło więc zapewne utworu, który T. Goździkiewicz szczególnie cenił. Była to piosenka „O dziewczynie i leszczynie” w formie „leciuteńkiego, zwiewnego kujawiaka, który zasługuje na jak najszybsze spopularyzowanie”. Na szczęście w zbiorach mojego Ojca, dr. Kazimierza Jędrzejczyka, przyjaciela T. Goźdzkiewicza od czasów seminaryjnych, zachowało się oryginalne zdjęcie o wymiarach 16 na 11 centymetrów, zrobione prawdopodobnie w dniu koncertu w studio PR Warszawie, które wówczas mieściło się przy ulicy Zielnej. Na zdjęciu Teodor Goździkiewicz, zwany w moim domu „panem Tedkiem”, siedzi po środku w drugim rzędzie. Pod fotografią widnieje jego odręczny podpis: „NA PAMIĄTKĘ AUDYCJI W POLSKIM RADIU W WARSZAWIE 24 IX 1933 r.” Być może mieszkańcy Bochenia odnajdą na nim swoich bliskich, którzy przed laty rozsławili imię tej pięknej wsi księżackiej.


KH nr 2 (17), lipiec 2007

(Dobiesław Jędrzejczyk)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.