– Odszedł od nas pan profesor Edward Lebioda. Trzeba powiedzieć: „Żegnaj Profesorze, Kolego…” lecz trudno uwierzyć, że to już. Tym razem pan Edward nie pomaszeruje sprężystym krokiem z Jackowic ani w kierunku szkoły, ani w kierunku ukochanej działki w Dąbrowie. Poszedł nieco dalej, dalej niż te wiosenne obłoki. Udał się tam, gdzie „ziemia nowa i niebo nowe”… – tymi słowami, wypowiedzianymi podczas pogrzebu, żegnała zasłużonego pedagoga, wielkiego społecznika oddanego ziemi łowickiej, dyrektor Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Zduńskiej Dąbrowie Zofia Wawrzyńczak.

 

W kilka tygodni po śmierci Edwarda Lebiody wspominamy go wspólnie z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Edward Lebioda pochodził ze starej włościańskiej rodziny. Był jedynakiem, silnie związanym z rodzicami, którym zawsze pragnął pomagać. We wrześniu 1939 r. gospodarstwo jego ojca zostało spalone i z trudem odbudowane w 1945 r. W czasie II wojny światowej Edward uczył się w szkole powszechnej w Lisiewicach Małych, w latach 1943-44 uczestniczył w tajnych kompletach. Przygotował się na nich do egzaminów sprawdzających, prowadzonych przez profesorów szkół średnich Dąbrowie Zduńskiej i w Łowiczu. Historii uczył go Jan Wegner, matematyki Stanisław Renkawek, języka polskiego Jerzy Zawieyski, a biologii Leonilda Wyszomirska. W 1945 r. z powodu braku internatu w Dąbrowie Zduńskiej pomieszkiwał u ciotki w Łowiczu, gdzie w 1949 r. ukończył Liceum Ogólnokształcące w klasie humanistycznej.

Po maturze początkowo zdecydował się na studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego. Swoimi zamiarami podzielił się z prof. Janem Wegnerem, który poradził mu zastanowić się jeszcze nad wyborem, po czym dał mu do przeczytania książki i skrypty obowiązujące wówczas na studiach historycznych. Dla młodego człowieka publikacje te okazały się szokujące, gdyż zawierały nie historię, a socjalistyczną interpretację dziejów Polski i świata. Po 10 dniach zwrócił je prof. Wegnerowi i oświadczył, że rezygnuje z podjęcia studiów historycznych. Postanowił studiować rolnictwo na Wyższej Szkole Gospodarstwa Wiejskiego w Łodzi, którą jednak jako „mikołajczykową” zlikwidowano w 1950 r. Ostatecznie Edward Lebioda studia rolnicze ukończył w 1952 r. na Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztnie, po czym został nakazem skierowany do pracy w Stacji Ochrony Roślin w Koszalinie.

Jako bezpartyjny i zdecydowany przeciwnik kolektywizacji rolnictwa i syn „kułaka”, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., członka PSL, Edward Lebioda został w 1953 r. wywieziony do pracy w górnictwie w 7 Wojskowym Batalionie Górniczym Makoszowy koło Bytomia. Do Koszalina wrócił w czerwcu 1955 r. aby pracować w Wydziale Rolnictwa, jednak już w 1956 r. z powodu choroby ojca wrócił do Lisiewic i na miejscu szukał pracy.

Ich profesor – ich „wujek”

Władze powiatowe i dyrekcja szkoły w Dąbrowie odmówiły mu zatrudnienia, mimo że wolny był etat nauczyciela ochrony roślin. Wtedy Edward Lebioda odwołał się do znajomości z Eugeniuszem Ignarem – wizytatorem oświaty rolniczej w Łodzi i dopiero wówczas został łaskawie przyjęty do pracy dojeżdżającego nauczyciela zawodu.

„Zgodnie z zarządzeniem Ministra Szkolnictwa Wyższego, Oświaty i Rolnictwa z 16 lipca 1958 roku przerwałem pracę w szkole i ukończyłem zawodowe Studium Pedagogiczne Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie” – wspominał sam Edward Lebioda w autobiograficznym wątku pracy na temat „Dziejów Szkoły i efektywności kształcenia w Zduńskiej Dąbrowie”. Opisał tam też eksperyment pedagogiczny, jaki prowadził wspólnie z innymi nauczycielami w latach 1962-65: „Ćwiczenia, które odbywały się w pracowni pod moim kierunkiem polegały na rozpoznawaniu chorób, szkodników i chwastów przy pomocy klucza i atlasów.W pracowni powstawały też projekty ochrony roślin, nawożenia i pielęgnacji. Istotą zajęć praktycznych było natomiast ustalanie przyczyn szkód wyrządzonych przez szkodliwe czynniki oraz ocenianie efektów nawożenia i ochrony chemicznej.”

 

Absolwenci technikum zapamiętali jego wielkie oddanie pracy – nawet na kwiatku, podarowanym mu z okazji imienin, potrafił wypatrzeć mączlika i oczywiście zapytał uczniów, czym należy go zwalczyć. Z Technikum Ochrony Roślin w Zduńskiej Dąbrowie Edward Lebioda związał się na długie lata – pracował tu aż do przejścia na przedterminową emeryturę (na skutek likwidacji etatu) w1988 r. Tu poznał swoją przyszłą małżonkę Danutę (1932 – 2008), która pracowała w szkole jako sekretarka. Państwo Lebiodowie doczekali się trójki dzieci – córka Wanda urodziła się w 1961 r., Mirosława w 1965, a syn Ryszard w 1972 r. W 1974 roku rodzina zamieszkała w Łowiczu. Cała trójka dzieci Lebiodów ukończyła studia wyższe – Wanda jest dziś radcą prawnym, Mirosława pediatrą i lekarzem rodzinnym, a Ryszard – sędzią, prezesem Sądu Rejonowego w Łowiczu. Wśród swoich uczniów profesor Lebioda zyskał sobie ciepły, ale i pełen szacunku przydomek „wujek”. – Uczniowie czasem narzekali, że był surowy i wymagający, ale doceniali go za poczucie sprawiedliwości. Wtedy na przydomek „wujek” trzeba było sobie zapracować – opowiada Mirosława Lebioda, najbardziej podobna do ojca, z którym często rozumiała się bez słów: – Tato był człowiekiem bardzo spokojnym, ale i stanowczym. Miał specyficzne poczucie humoru, właściwe ludziom inteligentnym. Nigdy nas nie karcił, a mimo to potrafił wpoić nam swoje surowe zasady moralne. Do 1974 r. mieszkaliśmy w Dąbrowie na nauczycielskim osiedlu przy szkole, stanowiącym enklawę w rolniczym terenie. Razem z siostrą obserwowałyśmy z bliska szkolne życie, chodziłyśmy do taty na przerwach. Kiedy wychodził z uczniami na pole, zaczepiałyśmy go jak czegoś chciałyśmy, wołałyśmy „Tato!”, a wszyscy się śmiali. W 2000 roku dzięki staraniom Edwarda Lebiody szkole w Zduńskiej Dąbrowie przywrócono imię patronki – reformatorki rolnictwa Jadwigi Dziubińskiej.

Nauczyciel i rolnik

Kiedy na świat przyszły dzieci, pani Danuta zrezygnowała z pracy zawodowej i poświęciła się domowi. Rodzinie niełatwo było utrzymać się z nauczycielskiej pensji, dlatego by jakoś sobie dorobić, kupili w Dąbrowie 2,5-hektarową działkę rolną, na której prowadzili uprawę różnych roślin, a okazjonalnie i hodowlę zwierząt – np. owiec. – Tato nie potrafił odpoczywać. Ciągle musiał coś robić, a my wraz z nim. Z dzieciństwa zapamiętałem pracę na działce. Pracowaliśmy tam całe wakacje, żadne wyjazdy nie wchodziły w grę. Dopiero kiedy zaangażowałem się w harcerstwo, zacząłem wyjeżdżać na obozy, tato zwalniał mnie wtedy z działki, ale to dzięki tej jego pasji nauczyliśmy się pracowitości – wspomina Ryszard Lebioda, który przyznaje, że sam nigdy nie był wielkim entuzjastą uprawy roli.

Jeśli Edward Lebioda podróżował, to zazwyczaj służbowo – wizytował szkoły rolnicze. Zawsze przy tej okazji chętnie zwiedzał i poznawał historię okolic, w których się znalazł. W stanie wojennym z powodu posiadania działki Edwardowi Lebiodzie nie przysługiwały pracownicze kartki żywnościowe, a z powodu zatrudnienia w szkole nie otrzymywał kartek rolniczych. Ten trudny czas rodzina przetrwała dzięki pomocy znajomych i studiującej Wandy. Po przejściu na emeryturę, Edward Lebioda nie zmienił stylu życia. Nadal regularnie jeździł na ulubioną działkę. Choć nie było to już koniecznością bytową, cały czas prowadził tam uprawę, licząc na równe zaangażowanie dorosłych i dzieci. Ich sukcesy w nauce i życiu zawodowym przyjmował zawsze z radością i dumą, ale równie ważna była dla niego ich praca na działce. Po prostu kochał ziemię, rolnictwo, cenił bliskość przyrody i spokojne wiejskie życie, oparte na tradycyjnych wartościach.


Mroczny czas

Danuta i Edward Lebiodowie należeli do Solidarności niemal od momentu jej powstania. Wcześniej „Jako ciągle bezpartyjny, obciążony kułacką i antykomunistyczną przeszłością byłem przez dyrekcję szkoły w Dąbrowie czujnie obserwowany i tolerowany jako milczek, który poza ochroną roślin, świata nie widzi” – wspominał w 2005 r. Niepodległościowe ideały przekazali również swoim dzieciom. W rodzinie do dziś zachował się list rodziców do studiującej Wandy – z czasów strajku studentów Uniwersytetu Łódzkiego, walczących o zarejestrowanie Niezależnego Zrzeszenia studentów. Pisali, że martwią się o nią, ale równocześnie ojciec przypominał, że nie wolno się poddawać.

Wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku była dla Lebiodów szokiem. Od razu zaangażowali się w pracę w Komitecie Pomocy dla Uwięzionych i Internowanych w Klubie Inteligencji Katolickiej przy kościele pijarów w Łowiczu. Z tego powodu władze uznały ich za „wrogów władzy ludowej podejrzanych o działalność antypaństwową”, co skutkowało dwiema rewizjami, podczas których zarekwirowano im maszynę do pisania, kalki i wydawnictwa solidarnościowe. Na szczęście nie znaleziono publikacji podziemnych, bo te były u znajomych. Z mroków stanu wojennego zachował się w rodzinie list rodziców do studiującej Wandy. Pisali, że martwią się o nią, ale równocześnie ojciec przypominał, że nie wolno się poddawać. Lebiodowie pomagali internowanym w łowickim więzieniu, przygotowywali dla nich paczki żywnościowe na święta. Pani Danuta robiła makatki z logo Solidarności, zaprojektowane przez jednego z internowanych Ireneusza Prędkiego. Jedna z jej prac z tamtego czasu nadal znajduje się w kościele oo. pijarów. W 2005 roku Danuta i Edward zostali, jako jedyna para małżeńska, uhonorowani medalem pamiątkowym z okazji 25-lecia NSZZ Solidarność.

Historia bez przemilczeń

Całe życie Edward Lebioda pozostał wierny dwu wielkim pasjom – historii i rolnictwu. Interesował się dziejami regionu łowickiego, tutejszą kulturą ludową i ogrodnictwem. Gromadził książki na ten temat, odwiedzał muzea, archiwa i biblioteki w Łowiczu i Łodzi. – Zawsze był bardzo wnikliwy, irytował się gdy ktoś starał się przemilczeć jakieś niechlubne momenty w historii. On wolał prawdę aż do bólu. Był surowy w osądach i bezkompromisowy, ale nikt nie został przez niego skrzywdzony – wspomina Ryszard Lebioda.

Już jako emeryt i członek Łowickiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i wiceprzewodniczący Wojewódzkiego Sejmiku Samorządowego w Skierniewicach poświęcił się działalności pisarskiej. Opracował m.in. „Łowickie gospodarstwa rodzinne” (1992), „Efektywność kształcenia Rolniczego w Zduńskiej Dąbrowie” (1996, na zjazd absolwentów szkoły), „Łowickie rolnictwo i ogrodnictwo od XIV do XX wieku” (1998, na krajowy zjazd towarzystw działających na wsi), „Kółka rolnicze w powiecie łowickim” (2001, ale opracowanie to przygotowane na zjazd kółek w Skaratkach nie zostało wydrukowane jako niezgodne z polityką PSL), „Kultura łowickiej wsi”(2002, opracowanie na benefis Stowarzyszenia Regionalnego „Łowiczanie”, niewydrukowane z powodu braku sponsora).

W 2004 r. za namową inż. Stanisława Kosmowskiego – dyrektora Zespołu Szkół Ponadimnazjalnych w Zduńskiej Dąbrowie Edward Lebioda współpracował w opracowaniu „Dziejów szkół rolniczych w Zduńskiej Dąbrowie”. Publikował także w „Biuletynie Oświaty Rolniczej” i miesięczniku „Ochrona Roślin”.

Swój chłop

 

Nie tylko wśród uczniów, czy przyjaciół cieszył się Edward Lebioda wielkim autorytetem, ale i wśród rolników, z którymi zawsze chętnie dzielił się swoją fachową wiedzą. Przychodzili do niego po radę i traktowali jak swojego. – Tato bardzo pięknie mówił, miał niezwykle bogaty język. W rozmowie z rolnikami płynnie przechodził na gwarę wyniesioną z domu rodzinnego. W kontaktach z rolnikami nie zachowywał dystansu, bardzo go szanowali, bo nigdy nie odmawiał im pomocy – opowiada Mirosława Lebioda.

Przemianę ustrojową w Polsce Edward Lebioda przyjął z euforią, ale potem przyjął postawę krytycznego obserwatora rzeczywistości, która nie sprostała jego ideałom. Był poruszony transformacją rolną – działał na rzecz małych gospodarstw rodzinnych i bardzo bolało go odchodzenie od nich na rzecz popularnych na Zachodzie dużych farm. Rozwiązania unijne polegające np. na płaceniu rolnikom za nieuprawianie ziemi po prostu nie mieściły mu się w głowie. Prywatnie był człowiekiem bardzo skromnym i pracowitym. Wiele wymagał od siebie, a niewiele oczekiwał dla siebie. Zawsze bardziej liczyło się dla niego „być” niż „mieć”. W pamięci wielu na zawsze pozostanie jako wzór społecznika, nauczyciela i przyjaciela – prawego człowieka o klarownych zasadach. Edward Lebioda został pochowany 15 maja na cmentarzu katedralnym w Łowiczu.

(ewr, mwk)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.