O publicystyce Teofila Kurczaka sprzed blisko wieku. Polska ostatnich lat przeżywa ogromne zmiany ekonomiczne, społeczne, kulturalne. Przemiany te nie omijają polskiej wsi. W jednej z homilii wygłoszonej do rolników Jan Paweł II powiedział: Ukochani rolnicy, wy musicie w duchu współpracować, stawać się twórcami postępu rolnictwa, stanowiącego istotny element rozwoju ekonomicznego oraz społecznego. Starajcie się rozwijać w sobie zmysł inicjatywy niezbędnego wykształcenia – wiedzy, informacji zawodowej, stosownie do nowoczesnych metod i środków rolniczej działalności…

 

Sądzę, że warto przypomnieć, jak problem dostosowania do „ducha czasów” widzieli sami chłopi i jak oceniano ich postawy w początkach ubiegłego stulecia. Otóż w 1906 roku w pierwszym numerze łowickiego tygodnika „życie gromadzkie”, Teofil Kurczak – ówczesny działacz chłopski z Ostrowa k. Łowicza do swych łowickich braci – chłopów pisał:

 

Minęły już te czasy, kiedy chłop siedział w swojej zadymionej chacie i poza próg jej nigdy nie wychodził, kiedy o sprawach jego myśleli i radzili inni i dla niego prawa dyskutowali. Lecz żebyśmy coś zrobili, to trzeba ażebyśmy szli całą gromadą, czyli kupą, jak się inaczej mówi… „żeby koń o swej sile wiedział, to by żaden jeździec na nim nie usiadł”. Pamiętajcie, że kret tylko siedzi w swej norze, lecz na nas chłopów, czas już wielki  obudzić się ze snu, wstać do szczerej pracy, do pracy społecznej.

 

Nie trudno wskazać źródła historyczne potwierdzające, że warstwa chłopska od wieków była przedmiotem, a nie podmiotem życia społecznego. Chłopi byli kolejną pozycją w inwentarzach królewskich, duchownych i magnackich. Do chłopów odwoływano się jedynie w sytuacjach wyjątkowych (np. walk ze szwedzkim potopem, insurekcja kościuszkowska), równocześnie jednak robiono wszystko, by, broń Boże, chłopi nie poczuli się obywatelami, by nie nabrali przekonania, że mogą coś w państwie znaczyć. Świadomość narodowa chłopów zaczęła się kształtować dopiero po zniesieniu ciężarów pańszczyźnianych i to przez zaborców – nie z miłości lecz z bojaźni przed wykorzystaniem ich przez XIX-wiecznych, demokratycznych działaczy niepodległościowych. Pojawienie się na przełomie XIX i XX  stulecia ruchu ludowego jako samodzielnej siły społecznej, było milowym kamieniem w procesie narastania świadomości polskich włościan, ich wrastania w społeczeństwo obywatelskie. Wyjście chłopa z zamkniętej, ciemnej przestrzeni na rozległą pod względem kulturowym, nieograniczoną przestrzeń życia narodowego, działacze ruchu ludowego widzieli w zmianie jego własnej samowiedzy – powszechnym dostępie do oświaty.

 

W roku 1907 w tygodniku „Zagon” w artykule pt. „O szkole ludowej” T. Kurczak pisał: Wieś licząca przeszło 50 rodzin powinna mieć już własną szkołę początkową. Bo cóż to tylko przespać się w ciepłej izbie, a nie uczyć się. Niejeden czytając powie: Hm … ile to trzeba pieniędzy, a my niebogaci. Otóż odpowiadam na to szczerze: gdybyście nie wydawali na tę obrzydliwą gorzałkę, co to żadnej korzyści nie przynosi lecz tylko szkodę, na piwo, na wino, na papierosy, a te pieniądze obrócili na szkołę, to bez nakładania nowego podatku, mielibyśmy w każdej wsi nie tylko szkołę początkową, ale i rolniczą. Zaręczam Wam, że nie potrzebowalibyśmy szukać chleba w Ameryce, bo u nas byłoby dosyć. A jak los się mści za ciemnotę ojców na synach nawet – kto nie gospodaruje wzorowo, ten musi zbankrutować. A dziś jest ten czas, że wokół nas zagraniczni gospodarują się wspaniale i mają się dobrze i oni nas mogą we własnym kraju przyprawiać w bankructwo. Zasypią nas zbożem, zawalą masłem, mięsem, a my, bezradni będziemy szli do nich za parobków…

 

Popularne wówczas hasło: „O nową jakość myślenia na wsi” z trudem docierało do świadomości ówczesnych chłopów. W 1914 roku na zaproszenie Teofila Kurczaka odwiedziła rodzinny jego Ostrów i sąsiedni Bocheń Maria Dąbrowska, młoda wówczas korespondentka ludowego pisma „Zaranie”, a późniejsza wybitna pisarka, autorka popularnej powieści „Noce i dnie” oraz „Ludzie stamtąd”. W reportażu z owej wizyty pt. Ostrów i Bocheń (I tom „Pism rozproszonych”) napisała: Oto Łowickie – oto owa równina karmiąca i soczysta, gdzie nie wiadomo co bardziej jest roślinne, czy drzew chaszcze nad drogą rozłożonych gałęzi, czy barwne postacie ludzi… Oto dwie owej okolicy wsie – Ostrów i Bocheń – prawie w jednej złączone, sąsiedzkie, ogromną wstęgą przepasujące niezmierność pól. Kmieć tu jest zamożny, zasobny. Ziemi od 20 do 65 i więcej morgów. Siedzi na dobrach prymasowskich, więc pańszczyzny prawie nie znał. Stąd w charakterze więcej ma cech wspólnych z psychiką polską, mniej specyficznie pańszczyźnianych lub z życia pańszczyźnianego wynikających. W Bocheniu trzech gospodarzy założyło spółkę młynarską, by niezależnie od pośredników sprzedawać mąkę. W sąsiedniej wsi (w Mystkowicach) powstał już drugi młyn, założony przez czterech gospodarzy, i ten robi bocheńskiemu konkurencję, na której zapewne skorzysta sprytny jakiś cudzoziemiec…

 

Od tamtych czasów minęły dziesięciolecia. Systematyczny postęp cywilizacji, zmienił oblicze tradycyjnej wsi i mentalność jej mieszkańców, ale nie uchronił przed koniecznością stawienia czoła nowym wyzwaniom współczesnych czasów.

 

KH nr 1, kwiecień 2003 r

(Zenon Sokół)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.