Tytuł Łowiczanina Roku 2003 przyznaliśmy Janowi Dąbrowskiemu, prezesowi zarządu Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Łowiczu.

 

To właśnie Dąbrowski potrafił nadać łowickiej mleczarni impet rozwojowy, dobrać zespół współpracowników, z którym uczynił z tego zakładu jedną z wiodących firm na polskim rynku mleczarskim, największego pracodawcę w Łowiczu i czołowego partnera tysięcy łowickich rolników. W roku 2003 Dąbrowski w praktyce zakończył rozbudowę i modernizację zakładu, dzięki czemu przygotował go do sprostania konkurencji po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Po 1 maja 2004 łowickie mleko zacznie trafiać na stoły całej Europy. Nie jest to sukces tylko minionego roku, ale właśnie teraz prezes i jego załoga mogą zaczynać zbierać efekty wieloletniej pracy.

W trzynastym roku swej pracy na stanowisku prezesa Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Łowiczu, Jan Dąbrowski zaczynał zbierać owoce zaangażowania swojego i potężnego zespołu ludzi, którym kieruje. Spółdzielnia przerabia tyle mleka, ile nigdy dotąd, jest nowoczesna jak nigdy dotąd i, co najważniejsze: jest już gotowa do ekspansji na wielkim, europejskim rynku. To nie są sukcesy wyłącznie tego roku, jednak finał wieloletnich starań przypadł właśnie teraz – i właśnie dlatego redakcja Nowego Łowiczanina przyznała Janowi Dąbrowskiemu tytuł Łowiczanina Roku 2003. Zawsze żywiliśmy podziw dla dokonań łowickiej OSM w ostatnich latach. Z jednej z setek spółdzielni mleczarskich, jakimi usiana była Polska pod koniec PRL, dalekich od standardów europejskich, przekształciła się w jedną z pięciu największych spółdzielni tej branży w kraju. Pod względem ilości przerobionego mleka OSM Łowicz była, według danych za rok 2002 trzecia w kraju. W ciągu 10 miesięcy 2003 roku łowicka spółdzielnia skupiła prawie o 10% więcej mleka niż w analogicznym okresie rok wcześniej, więc i rekordowy skup 138 milionów litrów z roku 2002 zostanie prawdopodobnie, po podliczeniu roku 2003, znacznie przekroczony. To mleko jest dobrze zagospodarowywane: w klasyfikacji spółdzielni mleczarskich o największym przychodzie ze sprzedaży, OSM Łowicz także jest trzecia w kraju. Czwarta jest pod względem wysokości zysku netto, czwarta także jeśli chodzi o wysokość kapitałów własnych, czwarta wreszcie, jeśli weźmie się pod uwagę wielkość nakładów inwestycyjnych.

I właśnie rok 2003 był dla spółdzielni rokiem szczęśliwego zakończenia wszystkich najważniejszych inwestycji modernizujących zakład, czyniących go zdolnym do przetrwania nie tylko na polskim, ale i do konkurowania na europejskim rynku. Prezes Dąbrowski, zawsze w latach poprzednich ostrożny w ocenie tego, czy przystąpienie Polski do Unii Europejskiej jest szansą czy zagrożeniem dla naszego mleczarstwa, podkreślający ogrom wysiłku, jaki spółdzielnia musi włożyć, by sprostać wymaganiom Brukseli – tej jesieni był już człowiekiem innym, z coraz większym optymizmem patrzącym w przyszłość, dostrzegającym dla łowickiej spółdzielni coraz większe szanse na wielkim, unijnym rynku. że na to optymistyczne patrzenie w przyszłość może sobie teraz pozwolić, jest jednak zasługą jego osobistą i zespołu ludzi, którymi kieruje. Opowiemy historię tego sukcesu.

Była duża, ale nie nowoczesna

Zakład przy ulicy Przemysłowej w Łowiczu wybudowano w latach siedemdziesiątych, otwierano go z pompą właściwą epoce, kiedy “Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Zakład zaprojektowany był jednak według norm z okresu jeszcze wcześniejszego, z lat sześćdziesiątych XX wieku, a że ilość przerabianego mleka dwukrotnie przekroczyła nominalne zdolności produkcyjne: przerabiano 200 tysięcy litrów dziennie, choć projekt przewidywał 100 tysięcy, jakość wyrobów nie miała szans na rynku z chwilą jego otwarcia na konkurencję z zewnątrz. Konkurencja ta będzie pełna po 1 maja 2004 roku, ale w części rynek polski otworzył się na importowane artykuły żywnościowe już po podpisaniu układu stowarzyszeniowego z Unią Europejską w 1991 roku. Od lat 90-tych w polskie mleczarstwo zaczęły też inwestować wielkie branżowe koncerny, jak Zott czy Danone.

Łowicka mleczarnia mogła podzielić los upadłych zakładów z najbliższej okolicy, jak tych z Głowna czy Żychlina, mogła stać się niewielkim zakładzikiem lokalnym, a jednak wybiła się. Decydujące były strategiczne decyzje podjęte przez zarząd spółdzielni już z Janem Dąbrowskim jako prezesem pod koniec roku 1990. Prezes wiedział jak wygląda rynek artykułów mleczarskich na świecie, wiedział jak funkcjonują wielkopowierzchniowe magazyny handlowe, wiedział, że nie można będzie już za kilkanaście miesięcy sprzedać w Polsce mleka w butelce z aluminiowym kapslem, bo ubędzie ludzi, którzy takie będą chcieli kupić.

W 1990 roku, za zgodą Rady Nadzorczej zarząd zaciągnął inwestycyjny kredyt komercyjny w wysokości, która zatrwożyła przyjaciół, a niechętnym dała powód do stukania się w głowę: 2 milionów dolarów. Przeznaczono go na zakup pierwszej w dziejach spółdzielni linii do sterylizacji i pakowania w kartoniki mleka UHT. Łowicka OSM była trzecią spółdzielnią mleczarską w Polsce, która zdecydowała się na taki krok, wcześniej były tylko spółdzielnie w Gdańsku i na warszawskiej Woli. Zdecydowano się na kartoniki austriackiej firmy Combiblock, z nadrukiem chłopca przechylającego do ust szklankę mleka.

Uzyskanie tego kredytu nie było zresztą łatwe. Nie udało się go otrzymać w Łowiczu, nawet w BGŻ, który przecież firmę znał, a był zobowiązany do kredytowania przemysłu spożywczego. Bankowcom wydawało się wówczas, że to zbyt duże ryzyko, aby w takim małym mieście jak Łowicz tak duża inwestycja miała szansę się zwrócić. Bardziej bezpieczne wydawało się inwestowanie w dużych miastach, takich jak np. Gdańsk. Udało się jednak ten kredyt uzyskać w Banku Śląskim. Pierwsze mleko w kartonach upuściło linię produkcyjną 28 października 1991 – to musiała być środa lub sobota. Inny dzień tygodnia nie wchodził w rachubę, bo w Łowickim są zakorzenione w tradycji zwyczaje związane z przeprowadzkami i rozpoczynaniem nowych rozdziałów życia. Powinno się je zaczynać w dni maryjne, czyli w środy lub w soboty, nie wyobrażali sobie, by mogło być inaczej. Uszanowali ten obyczaj.

Decyzja była śmiała, ale osadzona dobrze w realiach. Łowicka spółdzielnia nie wchodziła bowiem w lata dziewięćdziesiąte zadłużona i dlatego mogła sobie na kredyt pozwolić. Realia inne niż finansowe przysparzały jednak trudności. Niełatwo było jednak w krótkim czasie znacznie poprawić jakość mleka. Zmuszeni byli więc do wybierania tego lepszego. Pierwsze badania jakości dostarczanego mleka wykazały, że tylko 3 tysiące litrów dziennie dostarczanego do mleczarni mleka jest dobrej jakości, nadającej się do produkcji UHT – a pierwsza linia miała wydajność 5 tys. litrów. Ponieważ nie było wówczas klas czystości, mleko lepsze nazwali “mlekiem specjalnym”. Aby zachęcać rolników do poprawy jakości płacili za nie wyższą cenę. W ten sposób rozpoczęli systematyczną pracę z rolnikami, mającą ich skłonić do podwyższania jakości.

Na początku lat 90-tych cena skupu mleka od dostawców była w OSM Łowicz średnio o 20% niższa niż średnia cena, jaką płaciły mleczarnie w Polsce. Obecnie OSM płaci o 20 – 25% więcej niż wynosi średnia krajowa. Po sprowadzeniu linii do kartonowania mleka, wielu pracowników miało wątpliwości, czy na tak pakowane mleko będzie popyt. Ponieważ wraz z linią przywiezione były kartoniki z winem, ktoś w mleczarni zażartował, że jak mleko w kartonach nie będzie szło, to będzie można pakować w kartonach wino. To uspokoiło sceptyków, w ich ocenie na winie nie można stracić, bo zawsze zostanie sprzedane…

Pierwsza linia UHT zwróciła się w ciągu dwóch lat, logiczne więc, że szybko przyszła kolej na następne. Gdy po jakimś czasie nie było miejsca na montowanie kolejnych linii produkcyjnych, powtarzano w mleczarni zdania – dziś przypominane jak anegdota – świadczące o tym, że konieczność inwestowania stawała się faktem: Nie ma gdzie montować? A choćby w namiotach foliowych, aby tylko stały u nas.

Inwestowanie w urządzenia, a nie w budynki było bardzo mądre. Inwestycje na siebie pracowały. Zakład brał kredyty, korzystał chyba ze wszystkich linii kredytowych, jakie były dostępne. Przez minionych dwanaście lat zainstalowano w Łowiczu łącznie osiem linii do produkcji mleka UHT, śmietany UHT i serów dojrzewających.

To widać na rynku: udział mleka “Łowickie” z łowickiej mleczarni w rynku mleka UHT wynosi obecnie 12%, ale udział mleka z Łowicza w ogóle w rynku jest dużo wyższy, przekracza znacznie 20%, bowiem duża część przerabianego czy pakowanego w Łowiczu mleka nie jest sprzedawana pod marką “Łowickie”, część rozchodzi się pod markami własnymi sieci handlowych. W rynku śmietany UHT udział łowickiej OSM wynosi 35%, serów żółtych około 4%. Na każdym z tych produktów widnieje od roku 1997 logo trzymającej saganek z mlekiem sympatycznej, pyzatej, ubranej w pasiak, młodej Łowiczanki.

Od roku 1998 spółdzielnia dysponuje własną, nowoczesną oczyszczalnią ścieków. W to też trzeba było zainwestować, choć dla spółdzielni była to inwestycja trudna, jako że już raz, jeszcze za komunizmu, zmuszono ją do partycypacji w połowie w kosztach uruchomienia oczyszczalni w Łowiczu, by po kilku dniach od jej uruchomienia okazało się, że technologia w niej zastosowana nie nadaje się do oczyszczania ścieków mleczarskich. Winnych jak zwykle nie było, a spółdzielnia musiała płacić kary za zanieczyszczenie środowiska, by w końcu w latach dziewięćdziesiątych budować kolejną oczyszczalnię, tym razem tylko dla siebie.

Unijne wyzwanie

Do tych sukcesów w pewien sposób się przyzwyczailiśmy. Każdy wie, że spółdzielnia w Łowiczu istnieje, pół tysiąca osób w niej pracuje, kilka tysięcy żyje z dostaw dla niej. Samo już to byłoby tytułem do chwały dla prezesa i kierowanego przezeń zarządu. Ale prawdziwym brylantem w koronie osiągnięć Jana Dąbrowskiego jest sposób, tempo i efekty przygotowania przez niego spółdzielni do sprostania wymogom stawianym przez integrację z Unią Europejską. Gdy w roku 1998 rozpoczynały się negocjacje w sprawie przystąpienia Polski do UE, Dąbrowski nie był entuzjastą tego kroku. Nie różnił się w tym od większości udziałowców spółdzielni, rolników z naszych okolic. Na dodatek prezes widział, w jak bezwzględny sposób Unia potrafiła w roku 1997 zablokować dostęp polskich artykułów mleczarskich na jej rynek posługując się wynikami kontroli sanitarnej. Wiedział, że spełnienie unijnych norm sanitarnych, na przygotowanie się do których, nie od początku zresztą tak ostrych jak dziś, tamtejsi farmerzy i przetwórcy mieli kilkadziesiąt lat czasu, będzie dla nas szalenie trudne zważywszy, że tego czasu będzie kilkakrotnie mniej.

OSM w Łowiczu nie eksportowała w połowie lat dziewięćdziesiątych dużo na Zachód, więc ówczesne restrykcje nie za bardzo ją dotknęły, łatwo było więc przyjąć strategię nieprzejmowania się Zachodem, koncentrowania się na naszym i na wschodnim rynku, gdzie takie przepisy jeszcze nie obowiązywały. Fundamentalną zasługą Jana Dąbrowskiego jest to, że wbrew opiniom rolników, wbrew nawet własnym przekonaniom i preferencjom potrafił dostrzec, że koniec końców jednak Polska do Unii wejdzie – choć przecież zważywszy na bardzo twardą postawę w negocjacjach rządu Buzka nie było to w roku 1998 pewne – a to oznacza, że unijne normy zaczną obowiązywać także na rodzimym rynku. To oznaczało, że krótki czas do akcesji trzeba będzie wykorzystać na zmodernizowanie spółdzielni tak, by jej produkty mogły się na rynku ostać. Wymagało to gigantycznych inwestycji – i drugą fundamentalną zasługą Jana Dąbrowskiego jest to, że te inwestycje zdołał zaplanować, sfinansować i na czas zakończyć.

Nowy zakład w starych i nowych murach

Zakład na Przemysłowej budowany był w czasach, gdy o dzisiejszych normach nie śniło się nawet jeszcze na Zachodzie. Skutkowało to tym, że np. procesy technologiczne nie stanowiły jednego, zwartego ciągu, lecz w toku produkcji następowało ich krzyżowanie się. Niezgodny z wymaganiami był sposób odbioru mleka, transport wewnątrz zakładu, sposób magazynowania wyrobów gotowych, zmieniać było trzeba pomieszczenia socjalne. To wymagało dokumentnego przebudowania niektórych istniejących hal produkcyjnych, z wymianą posadzek i okładzin ścian włącznie i wybudowania kilku nowych.

W nowych i przebudowanych pomieszczeniach powstała nowoczesna hala odbioru surowca, z której mleko tłoczone jest rurociągiem do nowych tanków, zamontowano nową stację do mycia instalacji do odbioru mleka, od ubiegłego roku funkcjonuje jedna z najnowocześniejszych w Polsce, w pełni zautomatyzowana aparatownia z linią pasteryzująco-wirującą.

Powstała druga, odrębna instalacja myjąca do linii technologicznych, a także sterowana komputerowo fermentownia, czyli “kuchnia” zakładu, miejsce, w którym przygotowywane są takie produkty, jak śmietany, kawa mrożona, kefiry czy puddingi. Wybudowano nowe drogi dojazdowe i zbiorniki technologiczne. Od sierpnia tego roku z sukcesem pracuje nowa serownia wraz z działem konfekcjonowania sera, zmodernizowano też twarożkownię pod produkcję serków homogenizowanych. Przebudowa serowni zwiększyła możliwości produkcji serów aż trzykrotnie: z 16 do 42 ton na dobę. Do kwietnia zakończą się prace przy modernizacji solowni serów.

W sumie, w ciągu minionych kilkunastu lat, w OSM zainwestowano grubo ponad 100 milionów złotych, w samym tylko 2003 roku około 15 milionów. Fundusze europejskie stanowiły w globalnych wydatkach znikomy procent.

Wśród uprawnionych

Łowicka OSM uzyskała już w kwietniu 2003 uprawnienia eksportowe, umożliwiające sprzedaż jej produktów UHT na rynkach Unii Europejskiej, po 1 maja 2004 r. będzie mogła w całej Europie sprzedawać bez ograniczeń także wszystkie inne swoje wyroby. To zaś oznaczać będzie możliwość kolejnego zwiększenia produkcji, tym razem na eksport, który dotąd stanowił margines obrotów spółdzielni, ale zważywszy na niższą znacznie niż na Zachodzie cenę polskiego mleka, ma szansę stać się jednym ze znaczących źródeł utrzymania spółdzielni – i jej członków, rolników.

Jak duże jest zainteresowanie polskimi wyrobami mleczarskimi na zachodzie w przededniu wejścia Polski do Unii mieli okazję dostrzec prezes Dąbrowski, wiceprezes d.s. handlu Wojciech Jezierski i trzy osoby obsługi stoiska podczas wielkich, organizowanych co dwa lata targów spożywczych Anuga w Kolonii nad Renem, gdzie OSM Łowicz wystąpiła ze swoją ofertą w połowie października. – To były dni niesamowicie intensywnej pracy – wspomina wiceprezes Jezierski. Każdy z łowickiej delegacji miał non-stop zajęcie, dość powiedzieć, że 330 rozmów zakończono sprawozdaniem. Zauważało się profesjonalne podejście klientów: jeśli już jakaś firma tu się prezentuje, to znaczy samo przez się, że spełnia wszystkie wymogi i jest poważna, a więc można z nią handlować. Gdy tylko 1 maja padnie bariera celna, handel ten może rozwinąć się na ogromną skalę. Wojciech Jezierski określa ilości, jakimi są zainteresowani zachodni odbiorcy jako szokujące. Największe jest zainteresowanie serami, w następnej kolejności mlekiem i śmietaną UHT oraz śmietanką do kawy dla cateringu.

Problemem, z którym Jan Dąbrowski będzie musiał sobie teraz poradzić, nie będzie znalezienie dla OSM miejsca na rynku, bo to już sobie wywalczyła. Będzie nim raczej utrzymanie go i umocnienie w sytuacji zaostrzonej walki o surowiec. Mleka jest w Polsce, szczególnie po suchym ubiegłorocznym lecie mało i wszystkie większe mleczarnie biją się wprost o nie. Łowicka mleczarnia skupiła do końca października 128 milionów litrów mleka, co może na koniec roku dać wynik w granicach 150 milionów litrów, wobec 138 milionów w roku 2002. Wzrost imponujący, ale nie można w staraniach o ten wzrost ustawać, bo konsolidacja tej branży postępuje i postępować będzie. Szacuje się, że w ciągu kilku lat z kilkuset polskich mleczarni ostanie się może 30, może 50, może ostatecznie 80, ale nie więcej.

Te które zostaną, będą probukować więcej mleka i jego przetworów niż wszystkie dotychczasowe razem wzięte – podobnie zresztą jak z roku na rok mniejsza liczba rolników, decydujących się na produkcję mleczną, produkuje w swoich gospodarstwach więcej mleka, niż przed laty całe zastępy tych, którzy próbowali produkować wszystkiego po trochu. Dostawcami łowickiej OSM było pod koniec października 5456 rolników, blisko połowę mniej niż przed kilkoma laty – a skupuje się i przerabia na Przemysłowej z roku na rok więcej. By urzeczywistnić plany przerabiania w tym roku 700 tysięcy, a za dwa lata miliona litrów mleka dziennie, łowicka spółdzielnia sięga po dostawców oddalonych coraz bardziej od Łowicza, nie tylko już poza powiat łowicki i sochaczewski, na których operuje od dawna, ale i poza województwo łódzkie, sprowadzając mleko, przez Wyszogród, z położonych po drugiej stronie Wisły terenów północno-zachodniego Mazowsza.

Czy milion litrów dziennie będzie ostatnim słowem, jakie powie Dąbrowski? Niestety, w Łowiczu tak. Spółdzielnia nie ma terenów, na których mogłaby się dalej rozbudowywać, tereny takie miało miasto, ale ich spółdzielni nie sprzedało (sic!). Dalszy rozwój będzie musiał się więc odbywać w zakładach położonych poza zakładem macierzystym, a więc poza Łowiczem. Szkoda.

Tego jednak, co Jan Dąbrowski już dla Łowicza uczynił – nikt mu nie odbierze. Mleczarnia w Łowiczu jest zakładem, który pozwala się utrzymać w Łowiczu i okolicy około 24 tysiącom ludzi. Dostawców jest około 5 tysięcy, zakładając, że każdy ma na utrzymaniu siebie i 3 osoby, mamy liczbę 20 tysięcy. Do tego doliczyć należy 520 pracowników z rodzinami oraz osoby wykonujące usługi na rzecz mleczarni. Wypłacane co miesiąc należności przez mleczarnię to kwoty rzędu kilkunastu milionów złotych. I za to w imieniu mieszkańców i rolników dziękujemy.

(Wojciech Waligórski)

Komentowanie nie jest możliwe.