Aleksander Nieczajew nie zdobył wśród mieszkańców sympatii, jaką się cieszył jego poprzednik na stanowisku prezydenta, Leon Gołębiowski. Był ostatnim rosyjskim urzędnikiem kierującym magistratem i ostatnim, noszącym tytuł prezydenta Łowicza.

Początek XX wieku przyniósł znaczące zmiany w strukturze demograficznej i rozwoju cywilizacyjnym Łowicza. W ciągu pół wieku od upadku powstania styczniowego zwiększyła się prawie trzykrotnie liczba jego mieszkańców. U progu I wojny światowej miasto liczyło około 16,5 tys. ludzi, z czego blisko 40% stanowili Żydzi. Odsetek ogółu ludności wyznania prawosławnego i ewangelickiego nie przekraczał 8%. Wzrosła rola komunikacyjna Łowicza. Do istniejącej linii kolei Warszawsko-Wiedeńskiej dołączyła w 1902 r. nowa, łącząca miasto z Kaliszem przez Łódź. Straciły wprawdzie na rozmachu słynne łowickie jarmarki, ale o gospodarczym potencjale miasta świadczyło kilka zakładów przemysłowych, na czele z otwartą w 1897 r., pierwszą w Królestwie Polskim fabryką nawozów sztucznych i produktów chemicznych, która zatrudniała około 400 pracowników.

 

Pod względem administracyjnym Łowicz wchodził w skład guberni warszawskiej, pełniąc funkcję stolicy powiatu dla dziewięciu gmin wiejskich. Do 1910 r. stacjonowało w nim dowództwa 39. Tomskiego pułku piechoty i brygady artylerii. Najważniejszą placówką oświatową pozostawała męska szkoła realna, jedna z czterech w Królestwie. Rzeczą wyjątkową było istnienie dwóch muzeów: historycznego – Władysława Tarczyńskiego i etnograficznego, założonego w 1910 r. przy Oddziale Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego przez Anielę Chmielińską. Rangę miasta podnosiło też posiadanie kilku urzędów, obejmujących swoim zasięgiem dwa, a nawet trzy powiaty. Urzędnicy w Łowiczu, zarówno miejscy, jak i powiatowi, korzystali z prerogatyw gubernialnych, mając uposażenie o klasę wyższą od swoich kolegów z sąsiedztwa, co wynikało z faktu, iż miasto było stolicą dóbr cesarskich Księstwa Łowickiego.


Władzę w mieście sprawował prezydent, kierujący pracą magistratu. Jako urzędnik państwowy z nominacji gubernatora, miał on do dyspozycji wyspecjalizowany aparat administracyjny oraz do pomocy trzech radnych, których wybierano spośród właścicieli nieruchomości. Na dochody miasta składały się podatki od nieruchomości, rekompensata rządu za wieś Zielkowice, opłaty z rzeźni oraz dzierżaw z rybołówstwa i mostowego, licencje przemysłowe i handlowe. Magistrat czuwać miał nad bezpieczeństwem mienia mieszkańców, dbać o utrzymanie dróg i mostów, oświetlenie oraz utrzymanie w czystości ulic i placów. Miasto łożyło też częściowo na szkoły początkowe, progimnazjum żeńskie, szpital, ochronkę dla dzieci i przytułek. Najpoważniejszą jednak pozycję w jego budżecie stanowiły wydatki na administrację (35%). Obejmowały one m.in. uposażenie prezydenta (900 rubli), kasjera (650 rb.), 4. sekretarzy (po 500 rb.), archiwisty, kancelistów, 15. stróżów i woźnych, lekarzy i strażników weterynaryjnych, akuszerki, dozorców straży ogniowej i stróża leśnego. Dla porównania – pensja nauczyciela na wsi wynosiła wówczas 250 rb.

 

Wlutym 1911 r. prezydentem Łowicza mianowany został Rosjanin – Aleksander Nieczajew. Jego nominacja nie była przypadkowa i miała przypuszczalnie związek z postawą jego poprzednika, Leona Gołębiowskiego, który okazywał wiele troski sprawom społecznym miasta, na co z podejrzliwością patrzyły władze carskie. Obejmując fotel prezydenta, Nieczajew miał 44 lata i posiadał raczej skromne doświadczenie urzędnika IX. klasy, z rangą sekretarza kolegialnego. Od 1903 r. piastował urząd kasjera, a następnie burmistrza miasta Radzymina. W 1906 r. otrzymał nominację na burmistrza Nowomińska (Mińska Mazowieckiego), a po pięciu latach służby awans na prezydenta Łowicza. Zamienne, iż ustępującemu z urzędu Gołębiowskiemu, wyznaczały władze objęcie stanowiska burmistrza Nowomińska. Ten jednak odmówił przyjęcia posady i pozostał w Łowiczu.

 

Już na samym początku urzędowania Nieczajew zyskał nieprzychylną opinię mieszkańców. Chcąc przeszkodzić parkowaniu powozów i bryk na Starym Rynku, postanowił urządzić skwer przed ratuszem. Miejsce to zostało odgrodzone, a w środku stanął okrągły podest, przeznaczony na żelazną pompę. Zamysłem Nieczajewa było skierowanie ruchu pojazdów na Glinki, obok projektowanej dopiero ulicy przy kościele pijarskim. Niezadowoleni z tego łowiczanie ochrzcili natychmiast podest „pomnikiem samowoli i głupoty kacapa, postawionym na hańbę urzędnikom moskiewskim”. W zbiorach Tarczyńskiego zachował się krążący po mieście wierszyk, w którym anonimowy autor z drwiną odnosił się do pomysłu nowego prezydenta: Nowy burmistrz z animuszem Stawia pomnik przed ratuszem, Ale nie z funduszów własnych, Tylko z cudzych i już zgasłych (…)

 

W dalszej części wiersza anonim nie szczędził słów krytyki pod adresem włodarzy miasta za marnotrawienie publicznego grosza, łapownictwo, chciwość i pychę. Szczególnie dostało się architektowi powiatowemu, Janowi Zapolskiemu, który zdaniem autora „dla miasta nic nie robił lub robił źle”. Nie wdając się w rozstrzyganie prawdziwości tych zarzutów, wypadało przyznać, że stan urządzeń publicznych Łowicza u progu XX w. pozostawiał wiele do życzenia. Miasto nie było skanalizowane, codzienną zaś troską mieszkańców było znalezienie wody zdatnej do picia. Z istniejących w 1911 r. trzech studni artezyjskich, tylko dwie nadawały się do użytku, stąd podstawowym źródłem poboru wody pozostawała Bzura. Zanieczyszczenie jej ściekami z rynsztoków ulicznych oraz brudami z pralni i innych zakładów przemysłowych było tak duże, iż już wtedy często wyrażaną była opinia, że „woda w Bzurze to istna zaraza”!

 

Większość ulic Łowicza nie miała chodników, a stan bruków określano jako rozpaczliwy. Wyłożone polnymi kamieniami, nawierzchnie ulic pełne były wybojów i zapadlisk, stanowiąc dla przejeżdżających pojazdów „istne narzędzie tortur”. Naprawa bruków pochłaniała dużą część budżetu miejskiego, ale i tak niewiele można było zrobić wobec wszechobecnego na ulicach latem kurzu, zimą zaś błota. Innym poważnym problemem był brak wystarczającego oświetlenia ulic i placów. Za główne źródło światła służyły lampy naftowe. W 1906 r. pojawiły się w mieście lampy naftowo-gazowe, trudniejsze w obsłudze, niemniej dostarczające silniejsze światło. Według notatki z prasy warszawskiej, w Łowiczu jedna lampa typu „Washington” miała wystarczyć na oświetlenie Starego Rynku, „podczas gdy dawniej 16 zwykłych latarń naftowych nie rozpraszało bynajmniej ciemności, które tam panowały”.

 

Do wybuchu I wojny światowej miasto nie posiadało praktycznie elektryczności. Za prezydentury Nieczajewa pojawił się wprawdzie projekt elektrowni, autorstwa absolwenta politechniki w Zurychu, inż. Kazimierza Tarczyńskiego, ale wstępny kosztorys jej budowy, obliczony na sumę 30 tys. rb., przekraczał możliwości finansowe miasta. Prąd wytwarzało dla swoich celów, najczęściej przy użyciu urządzeń motorowych, zaledwie kilka zakładów przemysłowych. Motor gazowy o sile 11 KM znalazł zastosowanie jako „dynomaszyna” w pierwszym łowickim kinematografie o wdzięcznej nazwie „Eos”, mieszczącym się w sali teatralnej Resursy Miejskiej przy ul. Podrzecznej (dziś budynek ŁOK). Wytwarzany za pomocą tego urządzenia prąd służył nie tylko do działania aparatu filmowego, oświetlenia sali i korytarzy, ale również elektrycznego lampionu z nazwą kina, jaśniejącego na zewnątrz budynku. Na wypadek awarii maszyny przygotowana była specjalna kabina z akumulatorami do przechowywania zapasu prądu.

 

Kino zdobyło dość szybko popularność w Łowiczu i obok spektakli teatralnych oraz występów muzycznych, stało się jedną z ulubionych rozrywek mieszkańców. Oficjalna inauguracja kinematografu „Eos” miała miejsce w poniedziałek, 26 maja 1912 r. Na premierę wybrano m.in. pokaz zdjęć pasma górskiego Sierra Nevada w Hiszpanii oraz krajobrazów z południa Francji, dramat amerykański „Odcięci od świata” i melodramat „Przed obliczem śmierci”. W relacji z pokazu filmowego, zamieszczonej kilka dni później w kronice tygodnika „Łowiczanin”, odnotowano, iż „Sala była przepełniona po brzegi i przedstawienie w zupełności się udało. Obrazy wychodziły jasno, czysto, bez zbytnich drgań (…), zbyt dramatyczne sceny denerwowały widzów, należałoby jak najmniej posługiwać się nimi”! Na końcu relacji znalazła się przestroga, by widzowie, „jeżeli obraz z początku wychodzi nie jasno, lub odwrócony jest napis, nie zwracali uwagi hałasowaniem i tupaniem, co w wysokim stopniu denerwuje innych widzów, jak również osoby będące przy aparatach (…)”.

 

Zacofanie w sferze gospodarki komunalnej, wynikające z polityki zaborcy, wyraźnie kontrastowało z bogactwem życia społecznego. Szczególnie widoczne było to w obecności różnych stowarzyszeń, których działało w mieście kilkanaście – poczynając od kulturalnych, opiekuńczych czy zdrowotnych, a na finansowych i gospodarczych kończąc. Przodowała wśród nich Ochotnicza Straż Ogniowa, której kolejne rocznice powstania obchodzone były za każdym razem w Łowiczu wyjątkowo uroczyście. Przynależność do straży była wyrazem obywatelskiej postawy, a członkostwo w jej radzie lub zarządzie traktowane jako wyraz uznania i prestiżu. Od chwili powstania w 1879 r. pełniła ona przez wiele lat funkcję jedynego ośrodka życia kulturalnego i towarzyskiego miasta. Po rewolucji 1905-1907 r. pojawiły się nowe organizacje: Towarzystwo Kultury Polskiej (1908 r.), Towarzystwo Krajoznawcze (1908 r.) i Okręgowe Towarzystwo Rolnicze (1909 r.).

 

Ostatnie z wymienionych stowarzyszeń, stawiające sobie za główny cel podniesienia poziomu życia i gospodarowania na wsi, działało prężnie na terenie miasta i powiatu poprzez dwa wydziały: agronomiczny i kółek rolniczych. W lipcu 1911 r. utworzyło sekcję pola doświadczalnego w Mysłakowie pod Łowiczem, której zadaniem miało być prowadzenie doświadczeń z różnymi odmianami roślin, uprawą mechaniczną roli oraz stosowaniem nawozów sztucznych. W dniach 5-6 września 1912 r. było organizatorem na Końskim Targu w Łowiczu wystawy, prezentującej zwierzęta hodowlane, ziemiopłody, narzędzia rolnicze oraz wyroby przemysłu rolnego, warzywnictwa i ogrodnictwa. Pochlebnie oceniając wystawę, korespondent krakowskiego tygodnika „Świat”, uznał w swej relacji za jedyny jej mankament „brak okazów drobnego przemysłu domowego, a przede wszystkim niewielką ilość słynnych samodziałów i wycinanek łowickich”.

 

W 1912 r. uaktywniło się Towarzystwo Higieniczne, które od początku swej działalności dążyło do uruchomienia nieczynnej od wielu lat łaźni miejskiej. Po długich staraniach władze gubernialne wyraziły zgodę na bezpłatne oddanie łaźni Towarzystwu na okres 12. lat i zatwierdziły przyznane przez magistrat 500 rb. na niezbędne przeróbki techniczne w jej wnętrzu. Wiosną sprowadzony został z Łodzi kocioł parowy i dzięki pomocy dyrekcji i pracowników fabryki chemicznej przystąpiono do prac montażowych. Otwarcie „Zakładu Kąpielowego” w Łowiczu nastąpiło 13 października 1912 r. Wyposażono go w 3 gabinety z pojedynczymi wannami, jeden z dwiema oraz osobno, tzw. leczniczy ze szklaną wanną dla kąpieli słonych i błotnych. Uruchomienie łaźni było zasługą lekarza szpitala św. Tadeusza i prezesa Towarzystwa – dr Stanisława Stanisławskiego. Późniejszy burmistrz Łowicza cieszył się już wówczas ogromnym szacunkiem i uznaniem mieszkańców.

Łowicz w stosunku do sąsiadujących z nim miast mógł imponować liczbą inicjatyw i działań obywatelskich. Wspierał je ukazujący się od czerwca 1911 r. tygodnik „Łowiczanin” Karola Rybackiego, który poświęcał na swych łamach sporo miejsca zagadnieniom społecznym. W 1913 r. pojawił się nowy tytuł prasowy „Wieśniak”, redagowany przez Witolda Pstruszeńskiego. Wybuch wojny w sierpniu 1914 r. był zupełnym zaskoczeniem dla mieszkańców. Wobec nadchodzących wieści o rychłym pojawieniu się Niemców, władze miasta z prezydentem Nieczajewem zebrały się w magistracie, by powołać Komitet Żywnościowy. W kilka dni później władzę w mieście przejął Komitet Obywatelski. W dniu 19 sierpnia rosyjscy urzędnicy z prezydentem miasta i naczelnikiem powiatu opuścili Łowicz. Był to symboliczny kres czasu zaborów dla miasta, a jednocześnie początek długiej jeszcze drogi do odzyskania niepodległości.     

 

KH nr 2 (17), lipiec 2007

(Marek Wojtylak)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.