Prezes OSM w oczach rodziny, przyjaciół i współpracowników

 

Łowiczanin Roku 2003 jest osobą, która nie robi wokół siebie szumu, nie pozwala się widywać przy różnych okazjach, czy okoliczności tego wymagają, czy nie. Ci jednak, którzy go znają – ci go cenią. Z rozmów, jakie na temat prezesa Jana Dąbrowskiego odbyliśmy z rodziną, współpracownikami, podwładnymi, wyłania się obraz człowieka przedsiębiorczego, kompetentnego, stawiającego sobie jak i współpracownikom odważne, ale realistyczne cele. Dobrego gospodarza, całkowicie zaangażowanego w sprawy spółdzielni, a przy tym człowieka skromnego, nie wywyższającego się, mającego świetny kontakt z rolnikami.

Dąbrowski jest – jak go określa brat Wiesław, przewodniczący rady powiatu łowickiego – wymagającym szefem, osobą dla której w największym stopniu liczy się dyscyplina pracy i odpowiedzialność. Jest bezwzględny w egzekwowaniu swoich decyzji, wymagający, ale właśnie takim działaniem wraz z zarządem, na którego czele stoi, doprowadził do przeobrażeń w firmie, które pozwoliły osiągnąć sukces. – Taki był od najwcześniejszego dzieciństwa – wspomina brat – Od zawsze miał w sobie poczucie odpowiedzialności za to co robił, jakie kroki podejmował. W dużej mierze takie wychowanie wyniósł z domu. Ojciec był budowniczym i dysponentem kółka rolniczego w Boczkach – w tamtej rzeczywistości jedynej oazy niepaństwowej działalności gospodarczej – jak to określa Dąbrowski. – Na pewno poczynione wtedy spostrzeżenia i uwarunkowania w jakich brat dorastał, miały wpływ na jego późniejsze poczynania. Z całą pewnością ojciec był dla niego wzorem operatywności i woli działania – rodzice od podstaw na gołej ziemi pobudowali gospodarstwo, a że ojciec zmarł, gdy Jan Dąbrowski miał 20 lat, młody człowiek obserwował, jak matka w takiej sytuacji radzi sobie w zarządzaniu gospodarstwem.

Jak każdy chłopak, przyszły prezes mleczarni grał też w piłkę nożną w miejscowym LZS, udzielał się w straży. We wszystkim co robił od zawsze był jednak obowiązkowy i sumienny – także w wykonywaniu obowiązków gospodarskich, które nakazywali rodzice, a później w pomocy samotnej matce. Nawet w dziecięcych zabawach, w grach sportowych, zawsze przewodził wśród rówieśników. – Bardzo dobrze się uczył – ciągnie dalej Wiesław Dąbrowski. – Dostał się na Politechnikę Warszawską, a przecież w tamtych czasach, w dodatku chłopakowi ze wsi naprawdę trudno było się tam znaleźć. Zawsze dążył uparcie do wyznaczonego celu, pewność siebie i upór, a przede wszystkim zdolności kierownicze, stawianie wyzwań sobie i innym – to od zawsze w nim było – wspomina przewodniczący.

– Dobry gospodarz – mówi o Janie Dąbrowskim wiceprezes łowickiej mleczarni Wojciech Jezierski. – To dzięki niemu z firmy, która dysponowała bardzo ograniczoną ofertą produktów: masło, sery i kazeina, udało się stworzyć przedsiębiorstwo, którego oferta rynkowa posiada markę znaną nie tylko w kraju ale i za granicą. Jest wymagający i rzeczowy – ciągnie dalej Jezierski – jednocześnie sprawiedliwy w ocenie, ale nie toleruje, gdy ktoś nie daje z siebie wszystkiego. Tak jak od własnej osoby, tak i od innych wymaga pełnego zaangażowania. Ludzie wiedzą, że najistotniejsza jest firma i wiedzą, kto jest kompetentny do podejmowania decyzji i kto wszystko sprawdza. Jednocześnie, co bardzo ważne, nie boją się przyjść do prezesa i zwierzyć się z trudnej sytuacji i problemów, bo wiedzą, że otrzymają pomoc – zapomogi, dofinansowanie kształcenia.

– Tych 500 pracowników – dodaje instruktor służby surowcowej Ryszard Kępka – podobnie jak ich rodziny wie, iż stawiane są im wysokie zadania, ale w zamian mają zapewniony byt i stabilizację życiową. Jeżeli ktoś będzie w tej mleczarni dobrze pracował i wykonywał sumiennie postawione zadania, może mieć pewność, iż w tych trudnych czasach nie zasili grona bezrobotnych.

Pytany o przyczyny sukcesów spółdzielni wiceprezes Wojciech Jezierski szuka ich w sposobie zarządzania. W tym, iż jak sam to określa, spółdzielnia prowadzona jest “po gospodarsku”. – Nie ma takiego urzędniczego podejścia “od – do” – mówi – ale prezes działa jak dobry gospodarz, tak aby gospodarstwo się rozwijało. Zresztą patrząc na skalę firmy – dodaje – z typowym urzędnikiem nic by się nie udało.

To gospodarskie podejście zauważają też osoby z zewnątrz, które odwiedzają łowicką mleczarnię. Stanisław Jabłoński – kierownik działu skupu przypomina sobie zaskoczenie pewnej delegacji, której członkowie mówili, iż u nich w przedsiębiorstwie przede wszystkim stoją olbrzymie biurowce, prezes zasiada w skórzanym fotelu, za to hale produkcyjne w niczym nie mogą się równać z tymi łowickimi. – To jest podejście gospodarza, który wie co ma robić – kontynuuje Jabłoński. – Na wsi nie buduje się najpierw okazałego domu mieszkalnego, a potem dopiero stodoły, bo może się okazać, że na tę stodołę już zabraknie i ona nigdy nie powstanie.

Takie rolnicze porównania mają swoje uzasadnienie, jako że prezes – sam wywodzący się ze środowiska wiejskiego – ciągle się z nim utożsamia. – W stosunkach z radą nadzorczą – mówi jej prezes Bogdan Jakubowski – zawsze trzyma stronę rolników, tak aby w firmie ich interesy były jak najlepiej zabezpieczone. Jak relacjonuje Dariusz Kostusiak – producent mleka ze Strugienic, a jednocześnie członek rady nadzorczej spółdzielni – Nigdy nie było takiej sytuacji, aby Dąbrowski wywyższał się z tego powodu, iż jest prezesem. Często na spotkania z producentami, aby nie stwarzać sztucznej bariery, przyjeżdża nie w garniturze, ale tak jak oni na przykład w swetrze.

Świadczy to również o jego wielkiej skromności, co w rozmowie z nami podkreślają wszyscy rozmówcy. – Jest w kraju ponad 400 firm zajmujących się przerobem mleka i łowicka spółdzielnia zawsze plasuje się w pierwszej piątce – mówi Wojciech Jezierski. – W związku z tym wiele osób twierdzi, iż Dąbrowski jest za skromny, że nie sprzedaje swoich sukcesów mediom.

Mało tego, jak relacjonuje Dariusz Kostusiak, radni spółdzielni w dowód uznania chcieli podnieść prezesowi pensję i ten kategorycznie odmówił. – To człowiek honoru – kończy Kostusiak. – Ambicja, honor i uczciwość – to określenia, które najlepiej opisują tę charyzmatyczną postać. Taka postawa jest niezwykle ważnym sygnałem dla osób które swoją przyszłość i swój byt związały z łowicką mleczarnią. Jak mówi Ryszard Kępka mleczarnia osiąga takie sukcesy, bo zarząd na czele z Dąbrowskim pracuje w interesie rolników – właścicieli spółdzielni. – To jest około 22 tysięcy osób, które swój byt związały z mleczarnią i w tych trudnych czasach udaje im się przetrwać, a znacznej części także rozwijać. Wydaje mi się, że stąd płynie ten sukces mleczarni, iż prezes pracuje dla innych.

Takie zaangażowanie w prowadzenie spółdzielni nieuchronnie powoduje ograniczenie czasu, jaki prezes może poświęcić rodzinie: żonie i dwóm córkom. – Do domu nie wraca wcześniej jak o 19.30, a często i później – mówi Wiesław Dąbrowski – jednak ten brak czasu rekompensuje rodzinie wtedy, kiedy jest obecny. Przez te wszystkie lata wyjeżdżali na narty bądź nad morze, starał się jak najwięcej czasu spędzić z rodziną, także przed śmiercią matki, kiedy leżała chora, był w domu rodzinnym codziennym gościem.

– Prezes Dąbrowski jest osobą bardzo stanowczą – dorzuca swoją opinię Jarosław Baczyński – powiatowy lekarz weterynarii. – To dobry organizator, o czym świadczą sukcesy mleczarni. Z tego co udało mi się zaobserwować bardzo wymagający w stosunku do pracowników. Początkowo sceptycznie odnosił się do wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale zrozumiał, że nie ma innego wyjścia. Podjął decyzję o olbrzymich inwestycjach, przeznaczając na nie wszystkie dochody i to zaprocentowało tym, że zakład ma uprawnienia do eksportu przetworów UHT na rynki europejskie.

Jednocześnie prezes – jak opowiada dalej Baczyński – jest bardzo życzliwy w stosunku do ludzi. Przypomina sobie jak na prośbę Mazowieckiej Fundacji Społeczno-Kulturalnej Dąbrowski jakieś trzy lata temu użyczył nieodpłatnie autobusów, dzięki czemu dzieci mogły wyjechać na kolonie. – Jest bardzo energiczny, stanowczy, słowny, punktualny, a przede wszystkim ma siłę przebicia – charakteryzuje postać prezesa Baczyński. – Jest uparty, ma olbrzymią wiedzę i wytrwale dąży do celu – wtóruje mu w tych opiniach Bogdan Jakubowski. – Właściwy człowiek na właściwym miejscu – mówi Ryszard Kępka.

Większość osób podkreśla, iż Dąbrowski ma dar przekonywania innych do swoich pomysłów i koncepcji, jednocześnie potrafi też współpracować, słuchać, daje się przekonać do pomysłów innych, jeśli poparte są konkretnymi argumentami. – Rozmowa z czarodziejami obiecującymi złote góry kończy się dosyć szybko – zauważa Stanisław Jabłoński.

(Wojciech Czubatka)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.