Zapytany niedawno przez znajomego, co sądzę o projekcie ustawy dotyczącej likwidacji symboli i pomników sowieckiego panowania, odpowiedziałem: „Bardziej od nich martwi mnie, że nie osądzono dotąd zbrodni sowieckich na Polakach”.


O jednej z nich, całkiem zapomnianej, piszę poniżej. Łowicz opanowali Sowieci w ramach styczniowej ofensywy wiślańsko-odrzańskiej 1. Frontu Białoruskiego. Późnym wieczorem 17 stycznia 1945 r. do miasta wkroczyli żołnierze 37. brygady zmotoryzowanej płk. Chotimowskiego. Wspierani przez batalion czołgów z 44. brygady pancernej, dowodzony przez kpt. Karabanowa, po kilku godzinach zajęli opuszczone przez Niemców miasto. Wczesny poranek następnego dnia był dla łowiczan kresem, trwającej niemal 6 lat, okupacji niemieckiej. Ich początkową radość z odzyskanej wolności już wkrótce zastępować zaczął niepokój o jutro. Bardzo szybko mogli się oni też przekonać, że koniec jednej okupacji, oznacza początek drugiej.

 

Władzę na terenie miasta i powiatu objął komendant wojenny – mjr Grekow, stojący na czele grupy operacyjnej z 64. dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD (od skrótu rosyjskiej nazwy Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł – Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), której zadaniem była „pomoc” w przejęciu władzy przez komunistów i walka z opozycją, w szczególności z Armią Krajową. Zanim jeszcze rozpoczęła działalność komórka Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP), instytucji, która wyjątkowo haniebnie zasłużyła się w „utrwalaniu władzy ludowej”, w dniach od 18. do 23. stycznia 1945 r., enkawudziści dokonali bezprawnych aresztowań kilkunastu jego mieszkańców.

 

Dość mozolnie udało mi się przed paru miesiącami stworzyć ich listę, z zastrzeżeniem, iż może ona być niepełna. Na ślad internowania łowiczan przez sowiecką służbę bezpieczeństwa natknąłem się przypadkiem w trakcie kwerendy w dokumentacji byłego Sądu Grodzkiego w Łowiczu. W aktach procesowych o uznanie za zmarłego z lat 1947-1948, natrafiłem na zeznania świadków potwierdzających śmierć powiatowego komendanta policji w Łowiczu, ppłk. Franciszka Przymusińskiego, w obozie pracy w miejscowości Baskaja na Uralu. Świadkowie, dwaj byli strażnicy łowickiego więzienia, Stanisław Rolczak i Józef Ruta zeznali, iż Przymusiński został z nimi aresztowany przez Sowietów w styczniu 1945 r. w Łowiczu, a po przewiezieniu do obozu, zmarł na czerwonkę w końcu maja 1945 r. Świadectwo jego zgonu miał wystawić sowiecki lekarz obozowy i kolejny łowicki internowany, dr Adam Tundak, były lekarz więzienia.

 

Informacje z akt sądowych pozwalały przypuszczać, że zabranych z Łowicza osób mogło być więcej, tym bardziej, że podobne aresztowania przez NKWD miały miejsce w niedalekich Skierniewicach i Żyrardowie. Kogo zatem jeszcze z mieszkańców naszego miasta dotknęły sowieckie represje, czy byli to, jak w przypadku wymienionych wyżej miast, przede wszystkim członkowie Armii Krajowej? Tych ostatnich mogłem wprawdzie od razu wykluczyć, gdyż w opinii ostatniego komendanta obwodu łowickiego AK, mjra Lucjana Zielińskiego, w styczniu 1945 r. w Łowiczu mieli być aresztowani i wywiezieni w głąb Rosji tylko ci, którzy współpracowali z władzami niemieckimi i nie byli członkami AK. Czy jednak wiedza komendanta o aresztowanych do końca pozostawała pełna?

 

Poszukiwania rozpocząłem od ustalenia personaliów i przygotowania wykazu funkcjonariuszy policji granatowej i służby więziennej z Łowicza w ostatnim roku okupacji niemieckiej. W obu instytucjach służyły osoby, których nazwiska wskazałem wcześniej. Po kilkunastu dniach ich wykaz był już gotowy. Do weryfikacji aresztowanych przez NKWD w Łowiczu i wywiezionych do Rosji wykorzystałem następnie indeks represjonowanych w latach 1939-1959, który w formie odrębnej bazy danych zamieszczony jest na stronie internetowej Ośrodka „Karta”. Wprowadzając kolejno nazwiska z mojego wykazu do wyszukiwarki tej bazy, odnalazłem jeszcze sześć osób zabranych w tym samym czasie z Łowicza. Wszyscy, jak się okazało, byli wcześniej pracownikami łowickiego więzienia.

 

Wspomniany indeks stał się również przydatny z innego powodu. Aresztowani w Łowiczu figurowali na liście obozów zwanych uralskimi. Przy każdym nazwisku odszukanej osoby, oprócz daty urodzin i imienia ojca, znajdowały się informacje o miejscu i czasie pobytu w obozie lub też dacie zgonu. Potwierdzały one zbieżność losów łowickich internowanych, którzy tym samym transportem z Polski byli przywiezieni do łagru Baskaja na środkowym Uralu w marcu 1945 r. Równie cenne, bo uwiarygodniające dane o osobach, były zamieszczone tam źródła informacji, pochodzące głównie z rosyjskich archiwów.

 

Pozostawało odpowiedzieć na pytania, dlaczego właśnie te osoby aresztowało NKWD, czy był to przypadek, czy też zaplanowane działanie? NKWD postępowało w naszym kraju wyjątkowo metodycznie i przed każdą akcją miało już gotowe listy osób, które zamierzało aresztować. Dla sowieckiego aparatu bezpieczeństwa groźni zaś byli przede wszystkim ci Polacy, którzy mogli przeciwstawić się narzucanemu, obcemu porządkowi, w pierwszym zaś rzędzie żołnierze AK i członkowie innych organizacji niepodległościowych. Powiązani z konspiracją i podziemiem akowskim musieli być również funkcjonariusze więzienia, czego dowodem była pomoc, jaką świadczyli oni uwięzionym współbraciom w czasie okupacji. Udokumentowana jest ona w powojennych relacjach mieszkańców naszego miasta, pisał o niej również w artykule o aresztowaniach w Łowiczu w marcu 1941 r. Stanisław Antoni Masztanowicz, opierając się na wspomnieniach swego ojca, Mieczysława. W przesłanej mi z Ośrodka „Karta” ankiecie jednego z internowanych – pomocnika naczelnika więzienia, podkomisarza Bolesława Hellera – widniał też bezpośredni dowód na działalność konspiracyjną w łowickim więzieniu. Był nim wpis o jego przynależności do Armii Krajowej. Skoro więc pomocnik naczelnika był w strukturach konspiracyjnych, to nie ulegało wątpliwości, że jeśli nie wszyscy, to przynajmniej część załogi więzienia także w nich pozostawała. Aresztowania przez NKWD funkcjonariuszy łowickiego więzienia nie były zatem przypadkowe.

 

Czas wreszcie przejść do osób internowanych przez Sowietów i do próby prześledzenia ich losów. Ponieważ niemożliwe okazało się dokładne ustalenie daty aresztowania poszczególnych osób, zdecydowałem podać listę ich nazwisk w porządku alfabetycznym, uzupełniając ją dodatkowo o zebrane w archiwum dane biograficzne:

 

  1. Bołdyrew Wiktor – strażnik SW w Łowiczu, syn Mikołaja i Katarzyny, ur. 26.06.1914 r. w Warszawie, zam. przy ul. Wspólnej 4; obóz Baskaja, od 15.11.1945 r. obóz w obwodzie swierdłowskim; repatriowany do Polski 30 lipca 1948 r.
  2. Fabiański Zygmunt – plutonowy SW w Łowiczu, syn Juliana i Michaliny, ur. 24.08.1908 r., zam. przy ul. Łyszkowickiej 7 m. 4; obóz Baskaja, od 4.02.1946 r., obóz w Reżu obwodu swierdłowskiego; repatriowany 1 listopada 1947 r.
  3. Giergoń Albin – strażnik SW w Łowiczu, syn Szczepana, ur. w 1905 r.; obóz Baskaja, od 4 lutego 1946 r. obóz w Reżu obwodu swierdłowskiego; repatriowany 26 października 1947 r.
  4. Heller Bolesław – podkomisarz SW, pomocnik naczelnika więzienia w Łowiczu, syn Józefa, ur. 22.04.1886 r. w Grodzisku; w latach 1938-1939 pracował w więzieniu w Baranowiczach; zmarł w obozie Baskaja 17 kwietnia 1945 r.
  5. Kazancew Sergiusz – urzędnik Magistratu miasta Łowicza od 1920 r., w latach 1941-1945 komisaryczny burmistrz Łowicza, syn Iwana i Anny, ur. 4.10.1894 r. w Łowiczu, zam. przy ul. Podrzecznej 15; obóz Baskaja, od 4.02.1946 r. obóz w Reżu obwodu swierdłowskiego; repatriowany 1 listopada 1947 r.
  6.  Matysek Stefan – plutonowy SW, syn Jana i Antoniny, ur. 28.02.1908 r., do 1937 r. strażnik więzienia w Pińsku, zam. przy ul. Sienkiewicza 7 m. 3; obóz Baskaja, od 4.02.1946 r. obóz w Reżu obwodu swierdłowskiego; repatriowany 1 listopada 1947 r.
  7. Przymusiński Franciszek – podpułkownik Policji Polskiej, syn Jana i Franciszki, ur. 2.02.1889 r. w Skarszewach w pow. kościerzyńskim; przed 1939 r. komendant powiatowy PP w Środzie Wielkopolskiej, Suwałkach i Rypinie, od marca 1943 r. do 1.08.1944 r. komendant PP m. Warszawy, następnie komendant PP w Łowiczu, zam. w Łowiczu od 24.12.1944 r. przy ul. Podrzecznej 45; zmarł w obozie Baskaja 31 maja 1945 r.
  8. Rolczak Stanisław – strażnik SW w Łowiczu, syn Józefa i Stefanii, ur. 6.12.1908 r. w Warszawie, do 1937 r. strażnik SW we Lwowie,
    zam. przy ul. Wygoda 2; obóz Baskaja, repatriowany 29.05.1946 r., następnie do 20.07.1946 r. w obozie pracy MBP w Złotowie.
  9. Ruta Józef – aspirant SW w Łowiczu, syn Andrzeja i Józefy, ur. 29.12.1886 r. w Garwolinie, zam. w Łowiczu od 1938 r. przy ul. Stanisławskiego 11; obóz Baskaja, repatriowany 29.05.1946 r., następnie do 20.07.1946 r. w obozie pracy MBP w Złotowie.
  10. Tundak Adam – lekarz więzienia w Łowiczu od 1936 r., syn Ludwika i Katarzyny, ur. 23.11.1908 r., zam. przy ul. Sienkiewicza 9; obóz Baskaja do 26.10.1945 r., następnie obóz w obwodzie swierdłowskim; repatriowany 9 grudnia 1947 r.
  11. Zieliński Tomasz – przodownik SW w Łowiczu, syn Leopolda i Marii, ur. 15.11.1900 r., zam. w Łowiczu od 1941 r. przy ul. Rynek Kościuszki 32; zmarł w obozie Baskaja 16 marca 1945 r.

 

Przypominając, iż powyższa lista łowiczan może być niepełna, liczę trochę, że ktoś z Czytelników uzupełni ją o znane mu nazwiska. Nie wykluczone, że na łowickiej liście do aresztowania znajdował się również dr Władysław Rogowski, wybitny pedagog i działacz społeczny, który od 1917 r. był nauczycielem, w latach 1919-1924 dyrektorem Seminarium Nauczycielskiego w Łowiczu, a od 1927 do 1930 r. członkiem Wydziału Powiatowego Starostwa Łowickiego. Aresztowany w dniu 19 stycznia 1945 r. w Warszawie i przewieziony tym samym transportem co wymienieni łowiczanie, trafił 13 marca 1945 r. do łagru Baskaja, gdzie zmarł na skutek wyczerpania 20 kwietnia tego samego roku. Bezpośrednimi świadkami jego śmierci byli Sergiusz Kazancew i dr Adam Tundak.

 

Wiele wskazuje, iż przygotowaniem listy do internowania dla NKWD zajęli się  w Łowiczu miejscowi komuniści spod znaku PPR, na czele z organizatorem PUBP, Franciszkiem Zawadzkim. Zabranych przemocą z mieszkań przez sowieckich żołnierzy, konwojowano do siedziby NKWD przy ul. Zduńskiej 4. Po wstępnych przesłuchaniach przewieziono ich następnie do obozu przejściowego w Przyłęku za Garwolinem. Tam odbyła się kolejna tura przesłuchań, prowadzonych najczęściej nocą. Z obozu tego przepędzono ich pieszo do Ryk, a stamtąd do stacji kolejowej w Dęblinie. Tu kończył się pierwszy, a rozpoczynał następny etap ich gehenny. Stąd, po załadowaniu do bydlęcych wagonów, konwojowani przez jednostkę sowieckiego kontrwywiadu, osławiony „Smierš” (od ros. smiert szpionam – śmierć szpiegom), rozpoczynali 16 lutego 1945 r., trwającą blisko 4 tygodnie, „podróż” na Wschód.

Według niedawno ujawnionych źródeł, wysłany wtedy z Dęblina do Rosji transport liczył 2018. ludzi. Z tej liczby zmarło w czasie przewozu 316 osób, a zachorowało 1041. Do stacji kolejowej Baskaja w obwodzie mołotowskim dotarł ostatecznie w dniu 13 marca 1945 r. transport liczący 1302. osoby, które osadzono w obozach pracy Baskaja (większą część internowanych) i Kizieł w obwodzie mołotowskim. Wśród uwięzionych byli ludzie różnych nacji. Oprócz Polaków, przeważnie żołnierzy AK, znajdowali się tam Niemcy, Ukraińcy, Słowacy, Czesi, Węgrzy i in. Wszystkich jednako łączyły: głodowe racje żywnościowe, katorżnicza praca i mróz, dochodzący do -30o. Nietrudno sobie wyobrazić, jak duża musiała być w tych warunkach śmiertelność wśród uwięzionych. Kpt. Antoni Ratyński, jedyny z żyjących jeszcze skierniewiczan, który przeżył obóz Baskaja, tak go wspominał: „Liczba zmarłych dochodziła czasem do 20. dziennie. Więźniowie chorowali na czerwonkę. (…) Zmarłych wywożono niemal nagich poza obóz, grzebano w śniegu, a potem po zamarznięciu, w ziemi, we wspólnej mogile, bez prowadzenia jakiejkolwiek ewidencji”.

 

Z ustalonej przeze mnie listy aresztowanych w Łowiczu powróciło w różnym czasie do Polski siedem osób, trzy spoczęły na zawsze „na nieludzkiej ziemi”. Ci, którzy szczęśliwie z niej powrócili, mogli liczyć na współczucie i wsparcie bliskich czy znajomych, lecz nie na pomoc komunistycznych władzy. Nie doczekali się nigdy osądzenia sprawców swych krzywd i cierpień. Nikt do tej pory nie złożył nawet wniosku o wszczęcie w tej sprawie śledztwa. Upewnił mnie w tym negatywny wynik kwerendy, którą prowadziłem w Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi. Jak inne zbrodnie i przestępstwa sowieckie w naszym kraju, tak pierwsze bezprawne internowanie łowiczan przez NKWD w styczniu 1945 r. do dziś nie zostało rozliczone.

(Marek Wojtylak)

1 komentarz

  1. Łowiczak

    Sowietom asystował również Milczarek. Działał w okolicach Łowicza. Lokalna egzekutywa udająca dzisiaj historyków, pewnie nie pamięta nazwiska towarzysza.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.