Są w naszym mieście miejsca niezwykłe, w których poczuć możemy moc opiekuńczych sił. Krąży nad nimi genius loci – duch miejsca, ożywiający nasze zmysły i wyobraźnię. Miejsca takie przyciągają do siebie ludzi, sprzyjają rozwojowi talentów, zapewniają pomyślność i dostatek. Łowicka kamienica przy Nowym Rynku 4, gości nie tylko dobrego ducha, kryje również ciekawei warte poznania dzieje.

Za każdym razem, gdy otwieram drzwi w bramie tego domu, towarzyszy mi pewien rodzaj onieśmielenia. Jakaś niezwyczajna, magiczna siła sprawia od razu, że po wejściu bezwiednie poddaję się urokowi tego miejsca. Stąpam ostrożnie po kamiennym bruku, prowadzącym przez chłodną sień do pełnego zieleni podwórza. Przystaję na chwilę przed wejściem do oficyny, by nasycić oczy widokiem bluszczu, porastającego gęsto jej ściany. Wchodzę niepewnie po schodach na piętro, gdzie zatrzymuję się pod drzwiami z mosiężną tabliczką, na której widnieje po lewej wygrawerowane delikatną kursywą nazwisko „Jadwiga Wegnerowa”.

 

Po krótkiej chwili wita mnie w progu, zapraszając z uśmiechem do środka, pani Barbara Chojnacka, córka nieżyjącej od kilku lat właścicielki mieszkania. Z niewielkiego korytarza gospodyni prowadzi do saloniku stołowego, mijamy gabinet do pracy, bibliotekę, pokój sypialny. Rozglądam się z ciekawością po pomieszczeniach. Gdyby nie kilka współczesnych sprzętów, można by pomyśleć, że to muzealna ekspozycja, pokazująca wnętrza mieszczańskiego domu z XIX-XX w.

 

Przechodzimy do dużego salonu, gdzie króluje pośrodku okrągły stół nakryty śnieżnobiałym obrusem. Moją uwagę przykuwa od razu dwupoziomowy, neobarokowy piec o jasnych kaflach z ciemnozłotymi obramowaniami oraz wiszący nad pluszową sofą portret olejny nieznanego mężczyzny, pochodzący z początków XIX w. – Portret szambelana dworu królewskiego, ale nikt z rodziny – wyjaśnia pani Barbara, dostrzegając moje zainteresowanie. Ściany salonu zdobią makaty, rysunki i obrazy – oprawione w ramy wspomnienia bliższej i dalszej przeszłości. Przystaję na chwilę przed masywnym lustrem, nad którym wisi gipsowe tondo z dwoma aniołkami. – To putta – budzi mnie z zamyślenia głos gospodyni, która zaprasza miłym gestem do stolika na herbatę i ciasto.

 

Siadamy wygodnie w fotelach. Czuję się nieco oszołomiony bogactwem nagromadzonych tu pamiątek przeszłości. Czyż mogę się jednak dziwić? W końcu to dom, w którym przed stu laty przyszedł na świat, a następnie mieszkał i pracował Jan Wegner – znakomity historyk i muzealnik, patriota i społecznik, autor dziesiątków opracowań na temat dziejów Łowicza i ziemi łowickiej. Pani Barbara – jego córka, także historyk i muzealnik – kładzie dyskretnie na stoliku kopertowy zegarek z dewizką: – Ten zegarek otrzymał mój ojciec od swojego ojca, kiedy zdał maturę – mówi z przekonaniem. „Perret & Fils” – odczytuje napis z nazwą firmy wewnątrz koperty. – Ale na co dzień używał lżejszego – dodaje, podając mi do ręki chromoniklowany, przedwojenny zegarek szwajcarski „Cyma Prima”. „Przeklęty bądź, zegarze, w którym czas nie może być cofniony” – przychodzą do głowy słowa Edwarda Stachury – wyrażające żal, że z właścicielem zegarka już nie dane mi będzie porozmawiać.

 

Pani Barbara sięga po kopertę z płytami i za chwilę z głośnika wiekowego patefonu wydobywa się melodia popularnego walca Brahmsa as-dur, którą do słów J. Odrowąża wykonuje przy akompaniamencie fortepianu chór „4 Asy”. – Mama śpiewała często tę piosenkę ojcu – objaśnia, pokręcając korbką patefonu. Nostalgicznie brzmiąca melodia wprawia mnie w zadumę. Zastanawiam się, jak wiele ciepła i szczerej gościnności jest w atmosferze tego domu, czy to zasługa właścicielki, czy może dobrego ducha obecnego w jego wnętrzach. Po wyjściu z mieszkania rozmyślam o historii domu Wegnerów, tej współczesnej i tej odległej, sięgającej aż XVII stulecia.

 

Najstarszą informację o domu przy Nowym Rynku 4 zawdzięczamy Władysławowi Tarczyńskiemu. W spisie inwentarzowym przedmiotów przyjętych do założonego przez niego Muzeum Starożytności i Pamiątek Historycznych w Łowiczu jest odnotowana w 1913 r. modrzewiowa belka podciągowa, zwaną siostrzanem, którą ofiarował do zbiorów Tytus Wegner – dziadek pani Barbary. Belka pochodziła z rozebranej przez właściciela rok wcześniej oficyny, długa na 13 łokci i 12 cali (ok. 8 m), miała 10 cali (25,4 cm) grubości. Położona wzdłuż dużej sali, była ważnym elementem konstrukcji, gdyż stanowiła oparcie dla wszystkich belek sufitowych.

 

Do ustalenia czasu budowy domu istotną jest wyryta na belce łacińska inskrypcja: „Benedic Domine Domum Istam Et Omnes Habitantes In Ea. A. D. 1661 Die[bus] 6 Mai” (Błogosław Panie domowi temu i wszystkim w nim mieszkającym dnia 6 maja 1661 r.), oraz monogram: „Ch. R., tarcza z rybą i Ra. Ł.”

 

Napis intencyjny nie dziwi, ponieważ podobne lub identyczne w treści inskrypcje występują na belkach podciągowych wielu mieszczańskich domów w Łowiczu. Kto jednak ukrywa się pod owym monogramem? Jak rozszyfrować nazwisko fundatora – właściciela domu? Z pomocą przychodzą zapamiętane nazwiska z wertowanej niegdyś tzw. księgi wpisów arcybractwa kupieckiego w mieście Łowiczu z poł. XVII w. Po krótkim namyśle nie mam już prawie żadnych wątpliwości, o kogo może chodzić. Literki „Ch. R.” to inicjały Krzysztofa Rubinowicza, zamożnego kupca łowickiego pochodzenia ormiańskiego, rajcy Łowicza (stąd owe Ra. Ł.), a w 1691 r. burmistrza miasta. Wyrytą między literami tarczę z rybą, należy identyfikować nie jako herb własny Rubinowiczów, lecz chrześcijański symbol, podkreślenie imienia Krzysztof, od greckiego „Christophoros” – noszący (w sobie), wyznający Chrystusa.

Dom przy Nowym Rynku odziedziczył syn Krzysztofa Rubinowicza – Franciszek, rajca, prokurator publiczny łowicki, a przez kilka lat, w niespokojnych czasach trwającej wtedy wojny północnej, prezydent nocny Łowicza – „proconsulis nocturni” – czyli strzegący porządku w mieście nocną porą. Najstarsza córka Franciszka Rubinowicza – Brygida wniosła ten dom jako wiano do zawartego w 1722 r. małżeństwa z Grzegorzem Faruchowiczem, wywodzącym się także z rodziny ormiańskiej, rajcą i wójtem łowickim, pełniącym obowiązki aptekarza nadwornego prymasa Teodora Potockiego.

 

Wrok po śmierci męża w 1748 r. Brygida Faruchowiczowa sprzedała całą nieruchomość Klemczyńskim. Od nich natomiast odkupił dom w 1795 r. Józef Szabrański, bogaty kupiec pochodzenia żydowskiego.

 

W urzędowym akcie inwentarza jego majątku, sporządzonym przed notariuszem tuż przed śmiercią w styczniu 1813 r., zachował się najstarszy opis domu, noszącego wtedy nr policyjny 271: „Kamienica murowana z placem w Łowiczu przy Rynku Nowym pomiędzy sąsiedztwem Szl[achetnych] Gabryelskich a Słomińskich z drugiej strony, (…) wchodząc po prawej ręce sklepik mały na piwnicy z żelaznymi okiennicami od ulicy, drzwiami żelaznymi od tegoż sklepu z zamknięciem nowo wyporządzonym i drugimi drzwiami dobrymi. Po lewej stronie sklep drugi większy z okiennicami żelaznymi, od ulicy z drzwiami żelaznymi i dobrym zamknięciem, w którym jest przeforsztowanie (przegroda – przyp. MW). Za tym sklepem piwnica, do której drzwi żelazne, taż niesklepiona, naprzeciw tej druga sklepiona, do której drzwi drewniane z zamknięciem dobrym. W schody dalej na górę z zamknięciem dobrym (…).”

Opis ten bardzo przypomina współczesny wygląd domu z układem sklepów, jak i znajdujących się pod nimi piwnic. Do jednej z nich zachowały się do dziś wymienione żelazne drzwi, po drugiej zaś stronie sieni drewniane, prowadzące na górne piętro. W domu tym przyszedł na świat 9 czerwca 1801 r. Antoni Józef Szabrański – poeta, tłumacz literatury niemieckiej, pierwszy redaktor „Biblioteki Warszawskiej”. Był on spadkobiercą części ogromnej fortuny, którą pozostawił jego ojciec. Po ukończeniu studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim nie wrócił już jednak do Łowicza, a dom przy Nowym Rynku przypadł w wyniku podziału spadku w 1820 r. jego siostrze Rozalii, po mężu Browarskiej.

 

Osobną kartę w dziejach kamienicy otworzył przybyły do naszego miasta z Chemnitz w Saksonii Jan Gottlieb Schönfeld, który na mocy kontraktu zawartego w 1828 r. kupił za kwotę 990 rb. całą nieruchomość od Franciszka i Rozalii Browarskich. Dokonał on na terenie posesji poważnych inwestycji, uruchamiając na jej tyłach pierwszą w Łowiczu farbiarnię wełny i płótna lnianego. Wartość całej nieruchomości, oszacowana w 1852 r. przez Dyrekcję Ubezpieczeń, wzrosła dzięki temu ponad dwukrotnie. W 1864 r. zapisał ją Schönfeld w testamencie na wyłączną własność córce Julii Auguście, urodzonej w Łowiczu w 1843 r. Pozostawała ona właścicielką posesji aż do 1909 r. Wtedy to zdecydowała się na jej sprzedaż Tytusowi Wegnerowi z Ozorkowa, który dzierżawił już od ponad 30. lat znajdującą się tam farbiarnię.

 

Tytus Wegner był kontynuatorem profesji farbiarskiej wykonywanej przez swego ojca Karola Zygmunta. Po wykupieniu całej nieruchomości za sumę 5.355 rb. i 67 kop. przebudował stare zabudowania, wznosząc piętrową oficynę i modernizując farbiarnię. Żonaty od 1905 r.z Matyldą z Waldonów, miał z nią kilkoro dzieci, z których wieku dojrzałego doczekało pięcioro. Najstarszy syn Jan Tytus, urodzony w 1909 r., obrał karierę humanisty, natomiast prowadzeniem farbiarni zajmowała się po śmierci męża w 1933 r. najpierw Matylda Wegner, a następnie jej syn Tytus Karol, urodzony w 1913 r.

 

Zakład Wegnerów przy Nowym Rynku cieszył się dużą renomą wśród Łowiczan. Oprócz przędzy wełnianej i płótna farbowano w nim także ubrania i inne materiały włókiennicze. Farbiarnia zajmowała trzy pomieszczenia w oficynie o ogólnej powierzchni 120 m². W pierwszej hali znajdowały się 3 kotły miedziane z paleniskami do farbowania o pojemności po 400 l. każdy i jeden o pojemności 60 l. W drugim pomieszczeniu stały 3 wanny do spłukiwania wodą oraz 2 bębny z napędem elektrycznym do suszenia wirowego. Trzecie pomieszczenie służyło do suszenia ufarbowanych towarów. Po przeciwnej stronie w oficynie był kantor i skład na ufarbowany towar oraz materiałów przyjętych do ufarbowania.

 

Farbiarnia ta była najdłużej działającym tego typu zakładem w Łowiczu – funkcjonowała z małymi przerwami aż do początków lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Widomym znakiem przeszłości domu przy Nowym Rynku 4 pozostaje dziś tablica poświęcona doktorowi Janowi Wegnerowi, odsłonięta uroczyście 7 lipca 2009 r., w setną rocznicę jego urodzin. Jest ona świadectwem nie tylko życia i działalności honorowego obywatela Łowicza, ale również samego domu, w którym przyszedł na świat. To miejsce wyjątkowe w przestrzeni historycznej naszego miasta, kryjące bogate dzieje i pamiątki przeszłości, które jesteśmy zobowiązani ocalić od zapomnienia.


KH nr 3 (26),  24 września 2009

(Marek Wojtylak)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.