Tytuł mistrzów organizacji można przyznać uczestnikom pieszej pielgrzymki z Pabianic do Niepokalanowa, która przeszła przez Bolimów w poprzednią sobotę, 13 sierpnia.  Nie chodzi o to, że na przyczepie ciągniętej przez traktor jechały bagaże, bo to pielgrzymkowy standard. Ani o to, że traktor był tak dopieszczony, iż od razu było widać, że jest “do wyższych celów stworzony”. Ani, że na umówione miejsce postoju dojeżdżał ciepły posiłek…

Kierujący traktorem p. Mirosław Kowalczyk zwrócił uwagę reporterowi NŁ na inne udogodnienie: terenowy samochód z przyczepą, na której wieziono… imprezową mobilną toaletę typu Toi-Toi (choć akurat wypożyczoną z innej firmy, nie od tego sanitarnego giganta). Samochód wyprzedzał pielgrzymów, na każdym miejscu postoju toaletę instalowano gdzieś na uboczu – i służyła. Potem ładowano ją ponownie na przyczepę i przewożono na kolejny planowany postój.

Oczywiście, to nie najważniejsze, ale dla chodzących w pielgrzymkach istotne. Wyraz troski i o nich – i o środowisko. Tym ważniejsze, że pielgrzymka zdążała do Niepokalanowa, do franciszkanów, naśladowców św. Franciszka, patrona wszystkich doceniających w przyrodzie dar Boży.

Pielgrzymka ta szła po raz pierwszy. Dlaczego właśnie z Pabianic, dlaczego do Niepokalanowa, jakie poruszenie wywoływała w miejscach, przez które przechodziła, kto w niej szedł – i dlaczego także małe dzieci – przeczytasz w najbliższym numerze Nowego Łowiczanina, w czwartek 25 sierpnia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.