Rada Gminy Sanniki przygotowała i podjęła na sesji 27 kwietnia uchwałę, zgodnie z którą organem prowadzącym dla świetlicy środowiskowej w Barciku nie będzie już Gminny Ośrodek Kultury w Sannikach. Oznacza to likwidację etatu opiekuna świetlicy, którym od 2006 roku jest Małgorzata Czarnecka. Gmina chce, by świetlicę poprowadziła jakaś organizacja społeczna, i to najlepiej nieodpłatnie.

 

Są też konkretne plany, by podzielić pomieszczenia świetlicy i w części z nich zakwaterować lokatorów z budynku socjalnego przy ul. Warszawskiej 138 w Sannikach, który jest w bardzo złym stanie technicznym. W Barciku wrze. Zdaniem osób zaangażowanych w prowadzenie świetlicy, realizacja tych planów oznacza jej koniec, bo świetlica nie pomieści się w dwóch pomieszczeniach – a taka jest propozycja gminy. Przewodnicząca rady Wanda Milczarek powiedziała nam, że gmina nie ma wyjścia, musi szukać oszczędności i rozwiązać problem przesiedlenia mieszkańców z Warszawskiej, bo stan budynku grozi katastrofą.

 

Świetlica w Barciku istnieje od 2005 roku, powstała w dawnym budynku szkoły podstawowej. Od początku w jej działanie zaangażowali się mieszkańcy, a przede wszystkim młodzież, która pisała projekty o finansowe granty z różnych źródeł, by świetlicę wzbogacić w sprzęt. Koordynator tych projektów, Marcin Piechocki, wymienia to, co zrobiono: boisko do piłki nożnej, miejsce pod ognisko, zakup sprzętu do siłowni, którą młodzież zaczęła wcześniej urządzać we własnym zakresie, pozyskanie komputerów do kafejki internetowej.

 

W świetlicy w Barciku dzięki aktywności mieszkańców odbyło się wiele imprez: festynów i spotkań. Świetlica, w której jest sześć pomieszczeń zajmowanych przez siłownię, pracownię komputerową, pomieszczenie dla małych dzieci, dla młodzieży, pomieszczenie KGW oraz bibliotekę, która ma ok. 70 stałych czytelników, codziennie przyciąga dzieci, młodzież i dorosłych.Zdaniem Piechockiego decyzja rady niszczy społeczną inicjatywę. Młodzież i członkinie KGW wspólnie remontowali pomieszczenia, pracowali nad zagospodarowaniem bezpośredniego sąsiedztwa świetlicy, a także na bieżąco dbają o porządek. Wszystko to robią nieodpłatnie. – Mówi się o oszczędnościach. Wójt powiedział, że gminy nie stać na luksus utrzymania świetlicy. Tymczasem całkowity koszt to około 30 – 40 tys. zł rocznie, jest to pół etatu opiekunki i etat palacza w okresie zimowym oraz koszty opału. Myślę, że swoją społeczną pracą wypracowujemy rocznie drugie tyle, większość imprez zorganizowaliśmy z pieniędzy pozyskanych z zewnątrz. Nie jesteśmy darmozjadami, jak próbuje się nas przedstawić, dajemy bardzo dużo od siebie – powiedział nam.

 

Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Sannikach Aleksandra Głowacka, choć odmówiła nam komentarza w sprawie zmian organizacyjnych w GOK, powiedziała, że od lat podziwiała młodzież z Barcika, która angażowała się w funkcjonowanie świetlicy, licznie przychodziła na każde spotkanie, np. w ostatnim czasie z pedagogiem, który opowiadał im o zagrożeniach alkoholowych, budowie związków, relacjach międzyludzkich, agresji w grupie rówieśniczej. Spotkania były nieodpłatne. Pedagog zgodził się przyjeżdżać, bo młodzież wykazała ogromne zainteresowanie tematami.

 

Skądinąd wiemy, że Aleksandra Głowacka wyraźnie opowiadała się przeciwko zmianom w funkcjonowaniu świetlicy, wspólnie z mieszkańcami Barcika proponowała, by w ostateczności zamienić Małgorzacie Czarneckiej skalę zatrudnienia z 1/2 etatu na 1/4. Sama zainteresowana godziła się na takie rozwiązanie. Ale pomysł nie został poparty.

 

Mieszkańców zwodzono do ostatniej chwili

Podobnie jak w przypadku likwidacji szkoły w Brzezi, nikt z urzędu gminy ani z rady nie przedstawił wcześniej mieszkańcom Barcika planowanych zmian. – W czasie wyborów na sołtysa, które odbyły się w lutym, wójt zapewniał nas, że świetlica pozostanie i nie będzie żadnych zmian – mówi szefowa Koła Gospodyń Wiejskich z Barcika Jolanta Żakieta. Dla KGW pomysł zabrania pomieszczeń na mieszkania socjalne oznacza brak pomieszczenia pod działalność koła. – Boli nas to traktowanie, bo gdy byłyśmy potrzebne gminie, to byłyśmy na zawołanie. Robiłyśmy: wieńce dożynkowe, jeździłyśmy na imprezy promujące gminę – mówi z żalem.

 

Mieszkańcom udało się dowiedzieć o projekcie uchwały przed sesją, bo Marcin Piechocki, słysząc takie pogłoski, pojawił się na posiedzeniu komisji oświaty. Zdziwił się, bo okazało się, że radni dyskutują już nad konkretnym projektem uchwały. A przecież wcześniej rady sołeckie z Barcika Starego i Barcika Nowego, koło KGW i młodzież ze świetlicy złożyły do przewodniczącej Rady Gminy Wandy Milczarek i wójta Gabriela Wieczorka pisma z zapytaniem o los świetlicy. Odpowiedzi nie otrzymały.

 

Jakie są plany gminy

Sekretarz gminy Piotr Skonieczny powiedział nam, że zgodnie z uchwałą zamiarem gminy jest przeprowadzenie konkursu, który wyłoni organizację, która będzie zajmowała się prowadzeniem świetlicy. Przewodnicząca Rady Gminy Wanda Milczarek deklaruje, że gmina nie chce zamykać świetlicy. – Świetlica w Barciku rozrosła się do małego ośrodka kultury, nie stać nas na jej funkcjonowanie – mówi jednak – Gdy powstawała, nikt nie brał pod uwagę, że koszty jej działania będą tak wysokie. Jesteśmy przekonani, że może ona działać w dwóch pomieszczeniach – przekonuje. Dodaje, że świetlica będzie miała oddzielny hol i oddzielną toaletę. Powołuje się przy tym na działającą świetlicę wiejską w Lubikowie i na jednostki OSP działające na terenie gminy, przy których też są świetlice. Jej zdaniem w Barciku może być podobnie: osoba odpowiedzialna będzie miała klucze i w razie potrzeby otworzy świetlicę.

 

Pomieszczenia w Barciku są natomiast gminie bardzo potrzebne, gdyż ma ona poważny problem z budynkiem przy ul. Warszawskiej 138 w Sannikach. Musi jak najszybciej doprowadzić do wyprowadzenia lokatorów z mieszkań. Budynek jest w fatalnym stanie technicznym, który grozi katastrofą. W Barciku zakwaterowanie znalazłoby – po adaptacji pomieszczeń – kilka rodzin.

 

Obawy na przyszłość Prezeska KGW Jolanta Żakieta nie wyobraża sobie, by świetlica działała bez stałego opiekuna, który będzie na miejscu, gdy przyjdzie młodzież. – Przecież to jest odpowiedzialność za dzieci i młodzież oraz sprzęt, który tam zgromadzono. A kto się zgodzi jeździć na zawołanie do świetlicy otwierać ją, a potem siedzieć tam i pilnować? – pyta retorycznie. Przecież my działamy społecznie, mamy rodzinę, pracę. Pomysł jest abstrakcyjny.

 

Marcin Piechocki zapowiada, że wspólnie z młodzieżą będzie walczył o świetlicę. Szuka obecnie źródła pieniędzy, by zapewnić jej utrzymanie. Wspólnie z mieszkańcami chce założyć stowarzyszenie, które będzie mogło poprowadzić świetlicę, nawet w tych dwóch pomieszczeniach, które jej zostaną – choć wydaje się mu to abstrakcją.

(tb)

Komentowanie nie jest możliwe.