Dziś, 24 lipca w Sądzie Okręgowym w Łodzi odbyła się kolejna rozprawa w procesie Marzeny B. i Mariusza S., oskarżonych o to, że działając wspólnie i w porozumieniu z zamiarem bezpośrednim doprowadzili do śmierci Mirona B., męża oskarżonej.

Od ostatniej rozprawy z grona oskarżycieli posiłkowych śmierć wykluczyła matkę Mirona B. – Alinę. Oskarżycielem posiłkowym w procesie pozostaje siostra zmarłego – Emilia.

Najpierw przed sądem wypowiadała się biegła z zakresu medycyny sądowej dr Anna Przygodzka, która odniosła się do wyników sekcji zwłok stwierdzając m.in., iż Miron B. w chwili śmierci był trzeźwy, natomiast wcześniej spożywał alkohol, prawdopodobnie niewielką ilość. Stwierdzoną w sekcji przyczyną zgonu ofiary było gwałtowne uduszenie, natomiast zaawansowany rozkład zwłok w chwili ich ujawnienia (5 tygodni po zaginięciu mężczyzny) nie pozwolił na wskazanie czasu jego śmierci w przybliżeniu do godzin, dni czy nawet tygodni.

Najciekawsze jednak i najobszerniejsze wyjaśnienia złożył dziś w sprawie oskarżony Mariusz S., który nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Z jego słów wynika, że feralnej nocy z 26 na 27 listopada 2017 r. w ogóle nie był w domu Mirona B., a ze swoją partnerką – Marzeną B. spotkał się na stacji benzynowej w Łowiczu, dokąd przyjechała oplem astrą, który Mariusz S. miał oddać do naprawy. Miał jej wówczas przekazać 3 sztuki paralizatorów, o których zakup prosiła w związku ze zmianą pracy na częściowo nocną i obawami o własne bezpieczeństwo. Paralizatory zakupione przez Mariusza S. w lombardzie w Łodzi miały być dla niej i dla koleżanek. Po przekazaniu samochodu Mariusz S. miał odwieźć Marzenę B. lecz nie pod dom, tylko wysadzić ją, na jej prośbę, przy sąsiedniej ulicy.
Wcześniej kochankowie mieli planować spędzenie weekendu w Łodzi, czemu na przeszkodzie stanęła m.in. choroba synka kobiety, ale nie tylko. Opiekę nad chłopcem po powrocie z pracy przejąć miał ojciec, ale między rozwodzącymi się małżonkami pozostawała jeszcze kwestia dokonania cotygodniowych rozliczeń, dlatego kobieta wróciła do domu. Rozliczenia stały się źródłem konfliktu tego wieczora, o czym Mariusz S. był informowany przez Marzenę B. telefonicznie. Z słów Mariusza S. wynika, że długo czekał tego wieczoru na Marzenę B., która ostatecznie nie zdecydowała się jechać z nim do Łodzi, więc wrócił sam, a o zaginięciu Mirona B. dowiedział się później od partnerki…

W toku swych długich wyjaśnień Mariusz S., ponaglany przez sędziego, usiłował zwrócić uwagę na tajemniczą postać “kolegi brata” Marzeny B., z którym miała ona utrzymywać kontakty, wiodąc – jak to określił S. – “nie podwójne, lecz potrójne życie”. To sama Marzena B. miała Mariuszowi S. kiedyś powiedzieć, że jest ktoś “bliższy jej sercu” niż on…
Co ciekawe, Mariusz S. cały czas mówiąc o partnerce, używał zdrobnienia Marzenka.

Obszerniejszą relację z dzisiejszej, bardzo ciekawej odsłony głośnego procesu, zamieścimy w Nowym Łowiczaninie za tydzień.

5 komentarzy

  1. Tym zeznaniem gościu pogrązył sie na maxa!Tak,jak pisałem połtora roku emu,Marzena dostanie wyrok za nieudzielenie pomocy meżowi,ewentualnie moze dojść zacieranie sladow.Dostanie za to 2-3 lata.Wszyscy,ktorzy liczyli na “dożywotke” srogo sie zawiedziecie.Jak nie znacie prawa(Wiktoriaslusznie Wam napisała w lutym ub.roku)to nie powinniscie zabierać głosu.Sąd,wydając wyrok,wezmie pod uwage zeznania Marzeny,bo ten gosciu kłamie.(jego linia obrony),W kazdym bądz razie,nie pomoze TVN i wbrew innowiercom,ta dziewczyna na jesieni bedzie na wolnosci…ja nie wierze iż Marzena to zrobiła!

  2. Ale Mirona znaleziono w garażu, który wynajął Mariusz S. Nosz kwa bajki…

  3. Tonący brzytwy sie chwyta…

  4. Łowiczak trzeźwo myślący

    A do czego mi to potrzebne. Takie bzdety

  5. Italiano

    Dobrą bajkę ten koleś wymyślił

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.