Przed Sądem Rejonowym w Łowiczu kontynuowany był dzisiaj, 26 lipca, proces przeciwko działającym w porozumieniu oszustom, którzy na podstawie sfałszowanych dokumentów wyłudzali kredyty, pożyczki i zawierali umowy telekomunikacyjne.

Osoby, na których nazwiska były zaciągane kredyty i zawierane umowy telekomunikacyjne, składają przed sądem zeznania w charakterze świadków. fot. aa

Oskarżony Mariusz M., który – przypomnijmy – ma najwięcej, bo aż 338 zarzutów, złożył na rozprawie (z poparciem obrońców) wniosek o wyłączenie udziału mediów ze sprawy, co tłumaczył krzywdzącymi komentarzami na temat jego rodziny, pojawiającymi się pod artykułami na portalu internetowym. Zdecydowanie sprzeciwił się temu prokurator, który przekonywał, że ze względu na charakter sprawy warto informować społeczeństwo. Ostatecznie sąd odrzucił wniosek oskarżonego Mariusza M.

Sąd przesłuchał dzisiaj kolejną grupę świadków. Podobnie jak poprzednio, byli nimi w większości emeryci lub renciści, którzy o zaciągniętych na ich nazwiska umowach kredytowych lub telekomunikacyjnych dowiadywali się po tym, jak otrzymywali telefon z banku lub wezwanie na policję. Przeciwko niektórym toczyły się też sprawy w sądzie. Wszyscy wyrażali głębokie zdziwienie tym, jak doszło do wycieku ich danych.

Większość tych osób łączy jednak fakt, iż przebywały na oddziale nefrologii w szpitalu w Skierniewicach. Czy i jak dane pacjentów mogły trafić w niepowołane ręce – to na sali rozpraw ciągle nie zostało wyjaśnione.

Wielu świadków zeznało, że nie posługują się komputerem i nie mają dostępu do internetu, a właśnie w ten sposób najczęściej były składane wnioski o zaciągnięcie na nie pożyczki lub otwarcie rachunku bankowego. Przy sporządzaniu umów oszuści wykorzystywali sfałszowane dokumenty, m.in. dowody osobiste, na których zgadzającymi się danymi były tylko imię, nazwisko, PESEL i numer dowodu, zaś adres, imiona rodziców, podmiot wydający dokument i wizerunek na zdjęciu – były zwykle danymi fikcyjnymi. Mimo to instytucje bankowe i parabanki udzielały pożyczek (sic).

Obszerną relację z tego procesu przeczytasz w następnym numerze Nowego Łowiczanina, 2 sierpnia.

6 komentarzy

  1. Zono i corko p.M.Rozumie Wasz bol i rozpacz po izolowaniu meza i taty ale Wasze tlumaczenia sa zenujace…no comments…

  2. Obserwatorkaaaa

    Oszukana… To co się wie to go szantażowała i d… dobrze dawała, Więc całej winy to mu nie przepisu Oszukana…,

  3. Do Amelisss:zenujace tlumaczenie…pan M.jest dorosly ima swoj rozum…gdyby Marta P.kazala mu wskoczyc w ogien tez by to dla niej zrobil?A poza tym p.M.wczesniej odsiedzial kilkanascie lat za takie same oszustwa!Czy tez go na to namowila Marta P?Pewnie po odsiadce kolejnego wyroku bedzie robil to samo,jak sie ma 2lewe rece do uczciwej pracy…

  4. Oszukana… Pan M by nie oglądał świata za krat, gdyby nie pani Marta P., która go do tego namawiał wręcz chwaliła się, że to ona wymyśliła i popchła go do tego!

  5. Każdy oszust powinien zapłacić 500%, czyli 5 razy tyle co wyłudził czyli ukradł. Policjanci udowodnili 50000 zł.
    Na to mają twarde dowody. Ile osób się nie zgłosiło, bo się boją. Ile osób nie ma dostępu do internetu? Czarna liczba. Ale oszuści ukradli tą kasę. Dlatego kara finansowa powinna wynosić 500% udowodnionej kwoty. Jeżeli zgłoszą się Ci inni poszkodowani to nie zapłacimy z podatków. Dlatego 30.07 na sali publiczności będą przedstawiciele Veritas z komentarzami.

  6. Dobrze sad zrobil,odrzucajac wniosek p.M.Gdyby nie krecil lodow,nie bylo by tego procesu ani ingerencji w zycie rodziny p.M.Mogl sie wziasc za uczciwa prace a teraz nie ogladal by swiata zza krat a tym samym nam poszkodowanym oszczedzilby stresujacych wizyt na policji i w sadach!