– Mamy leżaki, termos z herbatą, kurtki, zamierzamy obejrzeć spektakl do końca – powiedziała nam para podążająca w tłumie przed fasadę pałacu Radziwiłłów, na chwilę przed rozpoczęciem opery Don Giovanni Wolfganga Amadeusza Mozarta. 

Leżaki, krzesła czy gorąca herbata na pewno się przydały, ale o obejrzeniu przedstawienia do końca zdecydowały jednak kurtki przeciwdeszczowe i parasole. Od początku drugiej części spektaklu z początku delikatny deszcz przerodził się w prawdziwą ulewę. Wiele osób musiało opuścić widownię. 

Aktorzy dotrwali do końca, w strugach deszczu bo na scenie bez dachu (dach ograniczyłby możliwości wyświetlania grafik na frontowej ścianie pałacu), nie zdecydowali się nawet schronić pod parasolami – bo zapewne taka możliwość była. Co ciekawe ulewa przerodziła się w burzę z błyskawicami i grzmotami dokładnie w chwili, gdy rozpoczęła się scena z przybywającym z zaświatów Komandorem, jedną z głównych postaci, która ginie na początku sztuki. 

Do końca drugiej, nieco skróconej jednak części opery, śpiewacy dali z siebie wszystko, woda lejąca się z nieba szczęśliwie nie wywołała kłopotów technicznych, które odczułaby część widowni, która nie poddała się pogodzie.

Więcej w czwartek, 12 września, na papierze w Nowym Łowiczaninie, a już w środę wieczorem w e-wydaniu na ekranie tabletów oraz smartfonów.

O przesłaniu tego dzieła, jakim je widziała reżyserka Jitka Stokalska, przeczytasz w obszernym materiale w aktualnym cyfrowym wydaniu Nowego Łowiczanina. 

O spektaklu przeczytasz także w zapowiedzi:

Don Giovanni w Nieborowie

 

6 komentarzy

  1. Było wspaniale. I ten deszcz….
    https://www.youtube.com/watch?v=HSf-jW_kYDc

  2. Stop darmowej kulturze czy to Giovanii czy Zenek , powinno sie płacić za bilety !

  3. Spektakl świetny, grafiki na elewacji znakomite i miejsca zadaszone tylko dla wybrańców.

  4. Miesiące przygotowań, wielka ilość zaangażowanych osób, wspaniała opera, wyjątkowe warunki i setka wyjątkowych artystów…. A Wy cały artykuł napisaliście o tym, że padał deszcz i że ktoś wziął termos. Brak słów. Może takie relacje powinien pisać ktoś, kogo jednak interesuje to, co się dzieje na scenie, a nie wszystko poza nią.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.