Ostatnia wizyta robocza w ramach międzynarodowego projektu Comenius: „Cztery odcienie czterech pór roku”, w którym Gimnazjum nr 1 w Strykowie uczestniczy już od prawie dwóch lat, odbyła się we Francji w dniach 1-8 maja. Celem naszej podróży było Mont de Marsan – miejscowość i gmina w regionie Akwitania, w departamencie Landy. Ze strykowskiej szkoły wyjechały anglistki Katarzyna Cnotalska  Aneta Pęcherczyk, nauczycielka informatyki i matematyki Joanna Dyszerowicz oraz czterej uczniowie: Karina Burtka, Aleksander Paczkowski, Adrianna Romanowicz i Martyna Walak. Gościło nas katolickie liceum profilowane w St. Pierre du Mont.

Podróż zaczęła się na Okęciu, skąd polecieli do Paryża, a stamtąd szybkim pociągiem TGV w stronę Bordeaux. Na stacji kolejowej czekali już na nich przyjaciele z Francji. Adę zabrała do siebie zwariowana Alexandra, Karinę i Martynę – równie szalona Cecile, a Olek trafił do miłośnika rugby, Arnaud. Nauczycieli przywitały kwiatami Marie-José i Marie-Catherine. Tym oto sposobem poznaliśmy pierwszy francuski zwyczaj. Otóż pierwszego maja wręcza się konwalie bliskim osobom. Było to bardzo miłe.

W poniedziałek wszyscy goście z Turcji (4 osoby), Szwecji (też 4 osoby) i my w 7-osobowym składzie – zjawili się o 8.30 w szkole. Powitał nas dyrektor szkoły, usłyszeliśmy też piosenkę, skomponowaną specjalnie na powitanie, przez Cecile i Alexandrę. Następnie zwiedziliśmy nowoczesną i przestronną szkołę, składającą się z wielu budynków i boisk. Wszystkich „powaliło” wyposażenie placówki. Uczniowie uczą się tu różnych zawodów. Przyszli kucharze mają do dyspozycji szereg stanowisk kuchennych. W osobnym budynku przyszłe kosmetyczki, na rozkładanych fotelach, jak z prawdziwego salonu kosmetycznego, wykonują makijaż, manicure, masaż oraz uczą się malowania twarzy i ciała. Ci, którzy chcą się opiekować pacjentami w szpitalu czy hospicjum mają do dyspozycji specjalnie przystosowaną do zajęć praktycznych salę szpitalną z prawdziwymi łóżkami, na których leżą już „chorzy pacjenci”(fantomy).

W szkole jest dużo dziewcząt. W ramach wychowania do życia w rodzinie, mają one do dyspozycji salę z łóżeczkami dla dzieci, gdzie instruktorki uczą przyszłe mamy, jak opiekować się maleństwami. Służą do tego lalki, przypominające wagą i wyglądem niemowlęta. Po obejrzeniu szkoły udaliśmy się na warsztaty. Aleksander piekł ciasto cytrynowe, a dziewczyny postanowiły,, zrobić” sobie paznokcie. Było to bardzo przyjemne doświadczenie. Okazuje się, że mając takie wyposażenie w szkole oraz tyle godzin zajęć praktycznych, uczniowie wiele potrafią i są dobrze przygotowani do przyszłego zawodu. Potem było zwiedzanie okolicy, w tym muzeum poświęconego walkom krów (tak: krów a nie byków) charakterystycznych dla tej okolicy. Było spotkanie z burmistrzem St. Piere du Mont i wieczór integracyjny. Gospodarze przyrządzili szparagi na różne sposoby, Turcy – kurczaka z warzywami, a Szwedzi i Polacy– desery. Humory dopisywały.

Trzeci dzień to spływ łódkami w rezerwacie przyrody Courant d’Huchet potokiem w kierunku Oceanu Atlantyckiego. Było to dla nas dość ekstremalne przeżycie, jednak przysporzyło nam wielu miłych emocji, które wspominamy do dziś. Na teren eko-muzeum w Marqueze zabrała nas następnie stara ciuchcia. To tutaj poznaliśmy codzienne życie rolników i pasterzy w dawnych czasach oraz tradycje Gaskonii. Po tej żywej lekcji historii wiemy, jak kiedyś budowano chaty, jak organizowano osady, do czego służyły szczudła, albo dlaczego na tamtych terenach świnie są czarnego koloru. Mieliśmy również okazję przyjrzeć się pasiekom pszczół, tamtejszym owcom czy olbrzymim wołom. Dowiedzieliśmy się w jaki sposób całe rodziny zarabiały na życie, wykonując ciężką i żmudną pracę, jaką była zbiórka żywicy z tysięcy okolicznych drzew.

Kolejny dzień przeznaczony był na zwiedzanie położonej nad piękną i szeroką Garonną stolicy Akwitanii – Bordeaux, które jest głównym ośrodkiem gospodarczym i kulturalno-naukowym płd.-zach. Francji. Dzięki nośnikom elektronicznym zamontowanym w odkrytym autobusie, dowiadywaliśmy się na bieżąco o historii i znaczeniu poszczególnych miejsc. Tego dnia czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka. Po godzinnej jeździe autobusem znaleźliśmy się przy największej pod względem objętości piasku i wysokości wydmie w Europie położonej w La Teste-de-Buch.
Rozciąga się ona na długości 2,7 km i ma 500 m szerokości. Póki co, ma 110 m wysokości i stale wzrasta. Wydma przemieszcza się w tempie 5 m/rok. Jest jedną z 1500 wydm w tym rejonie Francji.

Nigdy nie zapomnimy zapierającego dech w piersiach widoku na Ocean Atlantycki i zatokę Arcachon oraz naszego heroicznego spaceru w dół wydmy. Niektórzy szli ostatkiem sił, ale zanurzenie stóp w oceanie zrekompensowało zmęczenie. Piąty dzień rozpoczął się już o 8.00. Wszyscy zebraliśmy się w szkole, by przedstawić swoje prezentacje na temat wiosennych tradycji w Polsce, Szwecji, Turcji i Francji. Okazało się, że pod tym względem zbytnio się nie różnimy. Francuzi dodatkowo odczytali ułożony przez siebie wiersz. Następnie uczniowie i nauczyciele zaczęli rozgrzewkę przed udziałem w konkurencjach, jakie miały rozegrać się pomiędzy szkołami partnerskimi. Lokalne sporty, z zasadami których nas zapoznano i w których mogliśmy się zmierzyć, to: rugby flag, pala, quilles oraz petanque czyli po prostu bule. Ta ostatnia konkurencja okazała się naszą najmocniejszą stroną.

Następnie udaliśmy się na pieszą wycieczkę do pobliskiego Mont de Marsan, by zapoznać się z historią, zabytkami i tradycjami tego miasta. Koniec dnia upłynął pod znakiem imprezy pożegnalnej w szkole. Po podsumowaniu sportowych zmagań i wręczeniu dyplomów uczestnikom konkurencji, nastał czas na oficjalne pożegnanie. Francuska nauczycielka Marie-José ze łzami w oczach musiała przyznać, że wielkim krokami zbliża się koniec naszego projektu. Pogratulowała wszystkim owocnej i niezawodnej współpracy. Polało się wiele łez, ale było to nieuniknione, gdyż wszyscy bardzo się zżyli i polubili.

Piątek to wycieczka do winnicy i muzeum armaniaku. Armagnac – to najstarsza francuska i europejska wódka naturalna z winogron (winiak). Nazwa pochodzi od nazwy jednego z tutejszych regionów. Armaniak jest produkowany przez destylację białego wina w specjalnym destylatorze i wieloletnie leżakowanie w dębowych beczkach. My mieliśmy okazję być w miejscowości Labastide d’Armagnac, gdzie poznaliśmy proces destylacji, dojrzewania, warunki leżakowania (w 400-litrowych dębowych beczkach) i przechowywania tego cennego trunku.

 

Nauka przez doświadczenie jest najlepsza

 

No i jeszcze garść naszych refleksji na temat projektu Comenius „Cztery odcienie czterech pór roku”. Dzięki projektowi odkryliśmy nową dla nas Europę (Szwecja i Francja) i kawałek Azji (Turcja). Wiemy, że jesteśmy podobni, ale sporo nas też różni. Przebywanie na co dzień u rodzin goszczących było źródłem odkrywania innych nacji w sposób, którego nie da się niczym innym zastąpić, odkryliśmy prawdziwe oblicze poznanych ludzi i miejsc. Było to dla nas niezwykłe doświadczenie. Przyjaźnie nawiązane dzięki projektowi przetrwają długie lata.

Realizowaliśmy w czterech tak dalekich od siebie szkołach mnóstwo takich samych zadań, co nas zjednoczyło, dostarczyło ogromnej wiedzy o ludziach, miejscach, zwyczajach i tradycjach charakterystycznych dla regionów, z których pochodzimy. Nauczyliśmy się tego wszystkiego nie z książek, ale poprzez kontakty z ludźmi. Nauka poprzez doświadczenie jest najlepsza. Zachęcamy wszystkich do udziału w podobnych projektach. To niesamowita sprawa!

(Katarzyna Cnotalska)

Komentowanie nie jest możliwe.