Otwarcie ofert w dwóch istotnych dla mieszkańców Głowna przetargach miało miejsce na początku października. Wszystkie zgłoszone propozycje znacząco przekraczają środki, jakie miasto zamierzało przeznaczyć na te cele.

Chodzi o przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych w latach 2020-2021 oraz zakup autobusów miejskich.

Przypomnijmy, że aktualny przetarg był już drugim ogłoszonym w sprawie śmieci. W poprzednim kwota wywoławcza wyniosła 5.760.000 zł brutto, zaś obecnie miasto zamierza przeznaczyć na ten cel 6.429.931,80 złotych brutto. Podczas powtórzonego naboru złożone zostały trzy oferty. Najtańsza z nich to propozycja firmy Remondis sp. z.o.o z Warszawy. Opiewa ona na kwotę 9.849.600 złotych (firma nie brała udziału w poprzednim przetargu). Pozostałe dwie oferty złożone zostały przez firmy: FB Serwis z Warszawy, która zaproponowała cenę 11.382.012 złotych (poprzednio: 9.953.520 złotych) oraz Sanator z Rąbienia, która tym razem przedstawiła nieco niższą stawkę niż wcześniej, ale i tak najwyższą ze wszystkich – 13.728.000 złotych (poprzednio: 14.400.000 złotych brutto).

Podobnie sytuacja wygląda w sprawie przetargu na zakup i dostawę dwóch nowych autobusów miejskich, niskopodłogowych, napędzanych silnikami diesla w formie leasingu operacyjnego z opcją wykupu dla Gminy Miasta Głowno. Zamierza ona przeznaczyć na ten cel 1.550.000 złotych. W trakcie naboru swoje oferty złożyły dwie firmy – dystrybutorzy marek Karsan i Isuzu. Pierwsza z nich zaproponowała cenę ofertową w wysokości 1.695.065,02 złotych, zaś cenę autobusu – 633.010 złotych, a z kolei druga, czyli Isuzu – 1.658.209,55 złotych (cena autobusu – 630.000 złotych).

Wynajęty tymczasowo przez MZK nowoczesny autobus marki Isuzu aktualnie jeździ po ulicach Głowna

Czy oznacza to, że niebawem za śmieci zapłacimy więcej, a na ulicach Głowna pojawi się autobus marki Isuzu, którego nazwa najczęściej padała dotąd w kontekście planowanego zakupu? Czas pokaże!

W Urzędzie Miejskim w Głownie powiedziano nam, że w obu sprawach nie zapadła jeszcze stosowna decyzja, bowiem te kwestie są nadal rozważane. Za wcześnie więc, by rozmawiać o konkretach.

O ewentualnych zmianach będziemy naszych czytelników informować na bieżąco.

9 komentarzy

  1. Tak to jest jak nie ma kontroli nad tym co robią firmy prywatne na rynku z ograniczoną konkurencją. Wzrost o 100 % to już lekka przesada, gdyby miasto posiadało własne składowisko, które jest budowane od 2006 roku to nie byłoby tej sytuacji, a tak mieszkańcom przyjdzie zapłacić 100% drożej za śmieci, albo z naszych pieniędzy dopłaci miasto czyli my wszyscy.

  2. Ciekawe na jakiej podstawie założono 1 550 tyś na inwestycję. To już któraś niedoszacowana inwestycja. Nawet jeśli oferenci podnoszą cenę w swojej ofercie w porównaniu z zapytaniem niezobowiązujacym, to już organizator przetargu powinien wyciągnąć wnioski. Chyba, ze to ustawki, bo inflacją się tego nie wyjaśni. Niemniej przy tym przedmiocie przetargu powinno się dać radę i z ustawką.

    • Przecież to jest całkowicie normalne. Często tak się zdarza, że złożone w przetargu oferty przekraczają koszty.

      Kwota jest przekroczona nieznacznie, więc raczej jest okej…

      • Normalne może jest przy przetargach z budżetów samorządowych, w dużych firmach tak to nie działa. Niemniej być może doczytałem co za tym się kryje. Przed samym rozstrzygnięciem przetargu musi być podana kwota jaką inwestor przewiduje do wydania. Jeśli wszystkie oferty przekraczają tę sumę to przetarg może być nierozstrzygnięty i powtórzony. (Z drugiej strony dopuszczalne jest także zaakceptowanie wyższej kwoty. )To daje pole manewru organizującemu przetarg choć jednocześnie celowe zaniżanie tej kwoty to pole do kręcenia lodów i przepchnięcia w przetargu “swojego” oferenta. Co się zapewne często dzieje.

      • Nie jest wykluczone to, co piszesz. Ale… gdyby to faktycznie był tego typu przekręt, to przecież z samego przetargu, zaniżając cenę, ustawiony wykonawca nie otrzymałby takiej ceny, jaką chce, tylko tę zaniżoną. Resztę musiałby dostać “pod stołem”, ale… jak ją wtedy wyprowadzić z budżetu gminy, by mu dopłacić?

        Chyba, że wykonawcy bardzo zależy na danym kontrakcie nawet kosztem niższego zarobku, ale takie sytuacje nie są, chyba, częste.

        Poza tym tutaj zgłosiło się dwóch wykonawców, poza faworytem Isuzu, z którym miasto jakieś wstępne uzgodnienia na pewno miało, pojawił się też Karsan. Który raczej nie mógł wiedzieć, jaką ofertę da Isuzu.

        To niedoszacowywanie cen może brać się z tego, że procesowanie takiego przetargu trwa dużo czasu, a ceny potrafią rosnąć. Niedawno bardzo dużo takich sytuacji było z samorządowymi inwestycjami budowlanymi. Koszty w budownictwie zaczęły szybować w górę, a przetargi ogłoszone kilka miesięcy wcześniej okazywały się być znacznie niedoszacowane.

        Poza tym wcale nie zawsze ceny w przetargach są niedoszacowane, nawet przy inwestycjach budowlanych zdarzają się przypadki odwrotne, w których samorządom udaje się zaoszczędzić.

      • Nie odnosilem sie do tej konkretnej sytuacji, ale chodzilo o cos takiego. Kwoty przykladowe. Inwestor/wojt/burmistrz podaje kwotę przetargu 180 tyś mając świadomość, ze poniżej 200 tys nikt nie zejdzie. Oferent A daje 210 tys, a oferent B 220 tys. Oferent B jest znajomym wojta i ten przekonuje radnych, ze trzeba ponosić przetarg, bo mamy za mało kasy. Jeśli A jest znajomym to wójt proponuje przesunięcie środków i zakup. Na pewnych stanowiskach, to dość łatwe i trudne do udowodnienia.

      • Ciekawsze są jednak teraz zmowy śmieciowe. Duża firma powołuje dwie mniejsze, które przystępują do przetargu. Dają w porozumieniu dość różniące się kwoty ofertowe. Np. 5,2 mln a druga 6,5 mln. Oferty są oficjalnie otwarte i okazuje się, ze to dwie najniższe ceny. Trzecia firma dała 6,6 mln. Wtedy spółka od 5,2 mln nie uzupełnia dokumentów lub nie podpisuje umowy. Wtedy automatem kontrakt dostaje ta druga od 6,5 mln. Właściwy właściciel dostaje 1,3 mln dodatkowo. Gdyby rzeczywisty, trzeci, konkurent dał np. 6,4 mln to ta pierwsza podpisuje kontrakt. Też opłacalny ale z niższa marża. To podobno standard przy śmieciach. Z zastrzeżeniem, ze niekoniecznie jest jeden właściciel. Wystarczy niepisana umową rejonizacyjna. Tu finalnie Ty wygrywają, a tu ja. Przy małej konkurencji każdy zarabia oprócz nas :-).

      • No dobrze, ale w ponowionym przetargu, żeby wygrać, oferent B musi dać mniej, niż to 210 tysięcy… A jeśli wcześniej dał 220, to pewnie nie będzie chętny, by to obniżyć. Chyba, że bardzo mu zależy na tym kontrakcie, ale wtedy wałka nie widzę — w ogólnym rozrachunku samorząd i mieszkańcy zyskują.

        Chyba, że się dogada z oferentem A, wtedy faktycznie będzie wałek, i też słyszałem o tym, że takie rzeczy się dzieją.

      • Oferent B dał w pierwszym przetargu 220 tys (choć mógł np. 200 tys. bo to w dalszym ciągu dla niego opłacalne) bez ryzyka, że nie załapie się na kontrakt. Gdyby to przeszło jest dodatkowo 20 tys. do przodu.

        Gdyby nie wygrał, to po prostu podchodzi do drugiego przetargu już z częściową wiedzą co spodziewać się po konkurencie (konkurentach). Może teraz dać np. 205 tys. I operacja jest powtarzana.

        Bez asekuracji, to chcąc mieć kontrakt od razu rzuciłby kwotę realizacji rzędu 200 tys.

        Przy większych kwotach przetargów jest się o co bić.
        Dobre efekty daje trochę inny system. Zbiera się oferty. Wybiera 2-3 najlepsze i wśród nich jeszcze robi aukcję (dodatkowe – ostatnie) negocjacje. Można tu jeszcze obciąć z 10%. Przy wielomilionowych kontraktach to duże pieniądze.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.