Sąd Okręgowy w Łodzi utrzymał w mocy we wtorek, 18 lutego, wyrok skazujący Jacka S. na rok bezwzględnego więzienia za spowodowanie pod wpływem alkoholu wypadku samochodowego na ul. Warszawskiej w Łowiczu, w którym poszkodowany został Piotr J.

Przypomnijmy, że 27 stycznia 2018 roku na ul. Warszawskiej w Łowiczu, Jacek S. będąc w stanie nietrzeźwości (pierwsze badanie z wynikiem 0,78 mg/l; drugie badanie z wynikiem 1,03 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu) prowadził samochód marki BMW, po czym na prostym odcinku drogi stracił panowanie nad pojazdem, doprowadzając do zderzenia z Oplem Zafirą, w wyniku czego spowodował u jednego z pasażerów – Piotra J. liczne obrażenia ciała, z których najpoważniejszym był krwiak nad lewą półkulą mózgu.

29 lipca 2019 roku Sąd Rejonowy w Łowiczu skazał Jacka S. na rok pozbawienia wolności, 7 lat zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych i rekompensaty pieniężne na rzecz poszkodowanego Piotra J.

Jakie argumenty podnosił obrońca Jacka S. wnosząc apelację, jakie stanowiska zajęli pełnomocnik poszkodowanego Piotra J. i prokurator oraz jak sąd uzasadniał wyrok – o tym przeczytasz w papierowym wydaniu Nowego Łowiczanina.

Jechał po pijanemu, spowodował wypadek, posiedzi rok w więzieniu

10 komentarzy

  1. Leon zawodowiec

    Chuligan i damski bokser wszyscy wiedza . Sprawdźcie czyja jest rodzina i wszystko bedzie wiadomo !

  2. Znam osobę,która dostała wyrok 8 mies.bezwzględnej odsiadki,gdyż dwukrotnie prowadził rower po promilach.Ten to chyba najomy sędziów z kasty

    • Taaaa, szczególnie tej kadry, którą stworzył PiS. Jedną klikę zastąpił swoją 😁.

  3. Ten wyrok, to kpina ze sprawiedliwości.

  4. To bandzior i rozrabiaka jest tak naprawdę , juz dawno powinen siedzieć razem ze swoim braciszkiem !

  5. Kubuś Puchatek

    Coś mi tu jednak z tym wymiarem sprawiedliwości nie gra. Facet po pijaku idzie na czołówkę, powoduje poważny wypadek, po którym pan Piotr doznaje niezwykle poważnego uszczerbku na zdrowiu i – jak pisze lowiczanin.info – może być nawet niezdolny do samodzielnej egzystencji, co jest już dla człowieka pełną tragedią i w obu instancjach dostaje rok odsiadki (“rok nie wyrok” – mawiali kryminaliści. Jednoznacznie znam faceta, który dojeżdżając do pracy w Kutnie kilkanaście kilometrów został (wprawdzie trzykrotnie) przyłapany przez polującego na niego policjanta po tym, jak po drodze wypił piwo, i też dostał rok pozbawienia wolności. Odsiedział na Wiejskiej co do dnia. Jakież proporcje tych dwóch – używając prawniczej terminologii – casusów?