Michalina Stefańska, 17-letnia uczennica Pijarskiego LO w Łowiczu, zrealizowała w sierpniu swoje wakacyjne marzenie. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że spędziła te wakacje w Rwandzie, jako wolontariuszka misyjna. Jak sama mówiła nam po powrocie – pojechała tam nauczać innych, ale jeszcze więcej sama nauczyła się od nich.

Michalina i jej podopieczni z przedszkola. Młoda wolontariuszka mówiła nam, że radość dzieci i ich czułość, to najlepsza nagroda za misje. Fot. Michalina Stefańska
Michalina i jej podopieczni z przedszkola. Młoda wolontariuszka mówiła nam, że radość dzieci i ich czułość, to najlepsza nagroda za misje. Fot. Michalina Stefańska

Wszystko zaczęło się od tego, że jako pięcioletnia dziewczynka przypadkiem obejrzała w telewizji jakiś program o Afryce. Postawienie stóp na tym kontynencie stało się więc jej marzeniem.
Największą przeszkodą dla zrealizowania planu już w tym roku był fakt, że Michalina jest niepełnoletnia, co uniemożliwia taki wyjazd z ramienia większości fundacji.

Szukając oferty natrafiła jednak na prowadzoną przez księży pallotynów Fundację „Salvatti”, w której otrzymała szansę. Od października ubiegłego roku, raz w miesiącu, brała udział w trzydniowych kursach przygotowawczych. Poznała tam księży misjonarzy i doświadczonych wolontariuszy, którzy dbali zarówno o praktyczne, jak i duchowe przygotowanie do tej służby.

3 sierpnia wyjazd stał się faktem. Michalina, wraz z szóstką koleżanek poznanych na kursach, wyleciała z Polski, by po kilku przesiadkach wysiąść na lotnisku w Kigali.

– Pierwszy widok mnie zdziwił – przyznaje. – Od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni do takiego obrazu, że Afryka to tylko prymitywne wioski. Tymczasem widziałam normalne lotnisko, z całą infrastrukturą, normalnie ubranych pasażerów z walizkami i ludzi z obsługi. W czasie całego miesiąca, który tam spędziłam, poznałam różne oblicza tego kraju.

Więcej na ten temat przeczytasz w najnowszym numerze Nowego Łowiczanina.

Komentowanie nie jest możliwe.