Zamknij

Jak Pelikan efektownie kończył rundę jesienną. Mecz omawia dla Was Mateusz Lis

. 14:00, 29.11.2025 Aktualizacja: 11:20, 28.11.2025
Skomentuj To po strzale Krystiana Mycki piłka trafiła w rękę Tomasza Dąbrowskiego (nr 6). To po strzale Krystiana Mycki piłka trafiła w rękę Tomasza Dąbrowskiego (nr 6).

Zakończenie ligowego grania w tym roku z jednej strony zapowiadało się bardzo ciekawie, bo w końcu rywalizacja Pelikana ze Zrywem to derby. Z drugiej, łowiczanie w listopadzie się nie potknęli i wygrana mogła dać im nawet fotel lidera na przerwę zimową. Zryw przyjechał zaś do Łowicza po pięciu kolejnych porażkach.

KS Pelikan Łowicz Sp. zoo - SKF Zryw GrantON Wygoda 4:2 (3:0)

1:0 – Krystian Białas (24), 2:0 – Adrian Dudziński (38 głową), 3:0 – Tomasz Dąbrowski (45 głową), 3:1 – Maksymilian Rożniatowski (59 karny), 3:2 – Maksymilian Rożniatowski (69 karny), 4:2 – Kacper Falkowski (88).

Pelikan: Patryk Orzeł – Jakub Skibiński, Adrian Dudziński (69 Bartosz Gapys), Tomasz Dąbrowski, Piotr Tkacz – Dawid Musialski (83 Paweł Płacheta), Ernest Kurzawa, Igor Tomaszewski – Krzysztof Supera Jr (90 Bartosz Lus), Vadym Yavorskyi, Krystian Białas (69 Kacper Falkowski).

Zryw: Antoni Czolka (46 Cristian Vesa) – Bartosz Wojciechowski (46 Jakub Żółciński), Szymon Gawlik, Tomasz Wudkiewicz, Artur Gajda, Matheus Antonio da Silva Macedo – Maksymilian Rożniatowski, Krystian Mycka, Roman Perizhok (46 Szymon Zagajewski), Bartosz Wudkiewicz (76 Michał Pawlina) – Adrian Marcioch.

Sędziował: Mateusz Kowalski (Radomsko). Żółte kartki: Adrian Dudziński (2), Piotr Tkacz (1), Vadim Yavorskyi (4), Bartosz Gapys (3) – wszyscy Pelikan oraz Artur Gajda (2), Krystian Mycka (8), Jakub Żółciński (2) – wszyscy Zryw. Widzów: 200.

Nie ulegało wątpliwościom, że to gospodarze są wyraźnym faworytem spotkania. Futbolowi romantycy wyciągali jednak nieśmiertelne „derby rządzą się swoimi prawami”, „taki mecz nie ma faworyta” czy „w derbach tabela nie istnieje”. Wszystkie te wyświechtane powiedzonka po pierwszej połowie można było wyrzucić do kosza.

Pelikan dość szybko zaczął dyktować warunki gry, a z upływem czasu przewaga Ptaków rosła. Zryw po raz pierwszy miał mnóstwo szczęścia w po niespełna dwudziestu minutach. Po dośrodkowaniu Ernesta Kurzawy bramkarz zbił piłkę na poprzeczkę. Tuż przed linią bramkową zrobił się ogromny kocioł, ale do siatki wpadł tylko Adrian Dudziński. W końcu z pięciu metrów na niemal pustą bramkę uderzył Jakub Skibiński, ale trafił w słupek.

Gospodarze nadal atakowali i w 24. minucie ta przewaga przyniosła efekt. Z lewej strony dośrodkował Piotr Tkacz, a z kilku metrów skutecznie z odrobiną szczęścia uderzył Krystian Białas. Przyjezdni schowani byli za podwójną gardą i rzadko kiedy opuszczali własną połowę. Gdy już to robili, to przeważnie szybko tracili piłkę. W pierwszych trzech kwadransach podopieczni Gawlika mieli dwie groźniejsze szanse. Raz po kontrze w niezłej okazji znalazł się Krystian Mycka, ale w polu karnym chciał jeszcze mijać obrońcę i stracił piłkę. Celnie, po przechwycie w środku boiska, uderzył Adrian Marcioch, miał przed sobą już tylko Patryka Orła, ale strzał był za lekki.

Biało-zieloni tymczasem w końcowej fazie pierwszej połowy podwyższyli prowadzenie. Najpierw Dudziński wykorzystał dobre dośrodkowanie Kurzawy i ładną główką nie dał szans bramkarzowi. W samej końcówce regulaminowego czasu gry użytek z głowy zrobił z koli Tomasz Dąbrowski. Dudziński tym razem asystował, a stoper Ptaków z kilku metrów nie dał szans bramkarzowi.

Wydawało się, że łowiczanom trzy punkty można już dopisać. Pozostało tylko oczekiwanie na to czy na finiszu rundy potkną się RKS Radomsko i Ceramika Opoczno, co mogłoby łowiczanom dać nawet pierwsze miejsce. Sytuację próbował ratować Piotr Gawlik dokonując w przerwie aż trzech zmian w drużynie. Jedna była zaskakująca, bo trener Zrywu wymienił bramkarza.

Kibice Pelikana nie zakładali, że dobrze grający gospodarze mogą mieć w tym meczu jakieś problemy. Początek drugiej połowy też tego nie zwiastował. Mało tego, gości mógł pogrążyć Skibiński. Defensor Ptaków ładnie przedzierał się w polu karnym, w końcu uderzył lewą nogą z siedmiu metrów, a Zryw uratowała poprzeczka.

Pięć minut później futbolowi romantycy mogli zacząć jednak odkurzać znane frazy, bo derby... zaczęły być derbami. Gości napędził Maksymilian Rożniatowski. Nastolatek po szybkim ataku odważnie wszedł w pole karne, gdzie sfaulował go Kurzawa. Sam poszkodowany skutecznie wymierzył sprawiedliwość. Dziesięć minut później Rożniatowski znów skutecznie wykonał „jedenastkę”. Tym razem przewinił Dąbrowski, który ręką zablokował strzał Mycki po małym zamieszaniu w polu karnym.

Niespodziewanie na dwadzieścia minut przed końcem wynik stanął na ostrzu noża i wydawało się, że Zryw może odwrócić losy meczu. To też nie było tak, że przyjezdni nagle zaczęli grać koncertowo i szturmowali bramkę Orła. Na pewno wyglądali lepiej niż w pierwszej połowie. Popełniali mniej błędów, odważniej atakowali, ale co być może było kluczowe – to gospodarze byli elektryczni, zaczęli notować proste straty i momentami sami napędzali przyjezdnych.

Nerwowej końcówki udało się jednak uniknąć. Kurzawa zagrał piłkę na wolne pole w „szesnastkę” w kierunku Vadyma Yavorskyia. Fatalnie zachował się Cristian Vesa, bo bramkarz Zrywu miał do piłki znacznie dalej, ale mimo to próbował ją przejąć na skraju „szesnastki”. Szybszy był oczywiście Ukrainiec i przytomnie (a także bardzo efektownie) odegrał piętą do podążającego za akcją Kacpra Falkowskiego. Napastników Ptaków płaskim strzałem z 15 metrów posłał piłkę do niemal pustej bramki. Dla „Fali” to dopiero pierwszy gol w tym sezonie.

Ostatecznie zaskoczenia w derbach nie było i faworyzowany Pelikan zgarnął komplet punktów. Potwierdziło się, że Zryw jest w głębokim kryzysie i ostatnie porażki to nie było dzieło przypadku. Druga połowa dla piłkarzy z Wygody może być jednak pewnym powiewem optymizmu, chociaż największym i tak wydaje się jednak fakt, że w tym roku grać już nie będą. Pelikan zaś doczekał się potknięcia zarówno RKS i Ceramiki. Zimę spędzi ostatecznie na pozycji wicelidera, ale trzy zespoły – RKS, Pelikan i Ceramika mają na koncie tyle samo oczek.

Trenerzy powiedzieli po meczu

Piotr Gawlik (Zryw): Wiedzieliśmy, gdzie przyjeżdżamy – Pelikan to faworyt do awansu, a my oczywiście mamy inne cele i bijemy się o utrzymanie. Koncepcją klubu jest ogrywanie młodych zawodników. Na pewno przespaliśmy pierwszą połowę. Popełniliśmy za dużo błędów i skutkiem tego były trzy stracone bramki. Na tym poziomie nie można tak łatwo tracić bramek. Skorygowaliśmy w przerwie nasze ustawienie oraz personalia. Wynikiem tego była praktycznie skuteczna pogoń, bo doszliśmy Pelikana na jednobramkowy dystans. Jednak czwarty gol zamknął mecz.

Rafał Bogus (Pelikan): Pierwsza połowa bardzo dobra w naszym wykonaniu. Wszystko, co sobie przygotowaliśmy na to spotkanie, realizowaliśmy. Wiedzieliśmy, że Zryw kombinował ze składem. Zmienił ustawienie w poprzednim meczu i też chcieliśmy się do tego inaczej ustosunkować. Udało się i pierwsza połowa była bardzo dla nas udana. Realizowaliśmy w 100 proc. to, co chcieliśmy. Druga odsłona była zupełną przeciwnością. Wszystko się odwróciło o 180 stopni. Po pierwszej straconej bramce wkradła się nerwowość w nasze poczynania, co było widać u zawodników. To też wynikało z tego, jak ten mecz jest w regionie ważny. Przepływ zawodników pomiędzy tymi klubami jest bardzo duży, więc aspekt psychologiczny też wchodził w grę. Cieszy, że wygraliśmy. Dodatkowo cieszy bramka Kacpra Falkowskiego, bo był już sfrustrowany tym, że miał cały czas te sytuacje, a gola nie strzelił. Przełamał się na koniec rundy i mam nadzieję, że to dla niego dobry omen na przyszłą rundę.

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%