Jan Łuczak z Borowa, który w pożarze stracił niemal cały dobytek, dzięki pomocy najbliższej rodziny i kilku życzliwych osób niebawem może znów zamieszkać pod własnym dachem.

 

Do pożaru doszło, przypomnijmy, 9 marca tego roku. Ogień w całości strawił stary drewniany dom i wszystko, co znajdowało się wewnątrz. Spłonęły ubrania, pieniądze i dokumenty. Ocalał tylko 73-letni właściciel domu i pies Reksio, któremu także udało się uciec z drewniaka.

 

Potem zaczęto pomagać Łuczakowi. Około tysiąca złotych zapomogi dal Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielawach, kilkaset złotych zebrał tamtejszy sołtys. – Jak ukazał się artykuł w waszej gazecie, to kilka dni później pojawił się mężczyzna, który przekazał bratu bardzo dużo ubrań. Były tam koszule, spodnie, podkoszulki – mówi siostra pogorzelca Jadwiga Majsik. – Inny człowiek przywiózł tapczan i wersalkę, stolik kuchenny, szafkę na naczynia, futryny do okien i drzwi – dodaje Majsik.

 

Także najbliższa rodzina postanowiła pomóc Łuczakowi. To dzięki niej postawiono już mały betonowy domek, który niebawem ma zostać otynkowany. – Jak dobrze pójdzie, wprowadzę się tam w czerwcu, no może w lipcu. Oswoiłem się z tym, że dawnego domu już nie będzie, ale cieszę się, że mam taką rodzinę, która za darmo mi pomaga – mówił Jan Łuczak.

 

– Skrzyknęliśmy się w kilku. Ja, moich 2 braci, wszyscy jesteśmy synami jego siostry. Jeden z nas ma firmę budowlaną, więc jest łatwiej. Pomagają nam jeszcze inni członkowie rodziny: Feliks Gorący, bracia Baranowscy z Siemieniczek. Każdy pracuje, więc budujemy dom w soboty lub w poniedziałki. Jak czas pozwala – mówi Andrzej Majsik. Nowo powstający domek będzie miał wymiary 7,5 x 4,5 metra. Zrobiony jest z pustaków, a dach jest z blachy. Będzie tu pokój, łazienka i ubikacja oraz mały strych. – Na koncie w banku miałem jeszcze parę groszy. W stodole było trochę pustaków. Rodzina pomogła i jakoś to wszystko idzie – dodaje Jan Łuczak. – Wylewka na podłogę jest już zrobiona. Pozostanie otynkowanie i pomalowanie wewnątrz, wstawienie okien i drzwi, obłożenie ścian styropianem – mówi Andrzej Majsik.

 

Zdaniem siostry Łuczaka ciągle jednak potrzebna jest pomoc życzliwych osób. – Staramy się jak możemy, żeby pomóc bratu, jednak ciągle czegoś brakuję. Przydałaby się jakaś kuchnia na węgiel, sedes, drzwi wejściowe – wymienia Jadwiga Majsik.

(td)

Komentowanie nie jest możliwe.