W czwartek, 21 maja, fan club Widzewa w Głownie przekazał do miejscowego szpitala przyrządy i środki ochrony osobistej o łącznej wartości 11 tysięcy złotych.

Pieniądze pochodziły głównie ze składek członków fan clubu i kibiców Widzewa zamieszkałych w Głownie. Za zebrane pieniądze udało się zakupić: 2 termometry bezdotykowe, 3 pulsoksymetry, 5 ciśnieniomierzy, 300 fartuchów, 50 par okularów, ponad 10 000 par rękawiczek, 125 litrów mydła, zapas kremów do rąk i maseczek ochronnych.

„Chcielibyśmy podziękować wszystkim tym, którzy wsparli naszą zbiórkę finansowo, jak i tym którzy poprzez udostępnienie naszego posta przyczynili się do rozpowszechnienia naszej zbiórki. Tą zbiórką pokazaliśmy Widzewski charakter” – napisali na swoim facebooku Widzewiacy z Głowna. Już teraz zapowiedzieli, że nie jest to ich ostatnia akcja.

1 komentarz

  1. Z jednej strony fajnie, że ludzie chcą działać na rzecz dobra wspólnego, ale z drugiej strony czy to teraz tak ma być, że co miesiąc inna grupa społeczna przeprowadzi zbiórkę na zakup podstawowych środków działalności prywatnej spółki medycznej prowadzącej szpital? Czy to nie będzie dziwne jeśli w czerwcu np. zwolennicy wegetarianizmu czy mieszkańcy osiedla Kopernika przeprowadzą zbiórkę na np. zakup środków czystości i opatrunkowych dla szpitala? Nie mam nic przeciwko stałemu sponsoringowi w takiej formie (jeśli ktoś chce płacić niech płaci), ale nie rozumiem logiki tego przedsięwzięcia. Wygląda na to, że ludzie w Polsce tak zostali wystraszeni epidemią, że teraz na wszelkie sposoby starają się robić rzeczy, które w ich mniemaniu uchronią ludzi przed chorobą lub nawet śmiercią. Czy chodzi tu o wszelkiego rodzaju zbiórki, czy też kupowanie posiłków dla służb medycznych. Czasem jest to mocno absurdalne. Posiłki dostawali medycy nie mający kontaktu z pacjentami zakażonymi koronawirusem, za to “nudzący” się w szpitalach z uwagi na ograniczenie działalności leczniczej (Oczywiście były też sytuacje gdy było to jak najbardziej sensowne, gdyż personel medyczny był np. izolowany od rodzin. To jednak margines).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.