Strażak, stolarz i najlepszy dziadek pod słońcem – tak można scharakteryzować w kilku słowach Władysława Więcka.

Urodził się w Zielkowicach i tam również spędził całe życie. Kiedy skończył zaledwie 18 lat zapisał się już do Ochotniczej Straży Pożarnej. Stało się to, w ciągu upływu lat, tradycją rodzinną: do straży zapisał się również jego brat,  syn i wnuczęta.  – To jest prawdziwa rodzina strażacka – podkreśla prezes gminnej i zielkowickiej OSP Jan Chojecki.

Nie chodzi jednak tylko o to, że wielu z jej członków zostało strażakami OSP, ale przede wszystkim, że wyznają te same wartości: rzetelność, uczciwość, pracowitość, działanie dla dobra innych, wykonywanie prac społecznych. – Nie było mowy o tym, że Władzio nie przyjdzie na jakąś akcję, czy odmówi jeśli się o coś go poprosi – podkreśla Chojecki. – Zawsze był otwarty na wszelką współpracę i na pewno nie są to puste słowa, tylko poparte jego czynami. Władysław Więcek od 1990 r. zasiadał w Zarządzie OSP, był również długoletnim członkiem komisji rewizyjnej. – Był to wielki społecznik, który pracował nie tylko na rzecz miejscowej OSP, ale również na rzecz całej wsi, a nawet gminy – mówi kronikarz zielkowickiej straży Jan Bombiński.

To właśnie Władysław Więcek, jako stolarz, wykonał większość prac przy rozbudowie Szkoły Podstawowej w Zielkowicach na przełomie lat 1987/1988. – On był również inicjatorem samej rozbudowy – podkreśla druh Chojecki. Główne prace wykonał również  przy budowie domu ludowego w latach 1993 – 1995. – Zrobił wszystko, co tylko wymagało stolarki: drzwi, podłogi czy okna – dodaje Bombiński. W 1992 r. zapadła decyzja o przyłączeniu do szkoły starej remizy i przekształceniu jej na salę gimnastyczną. Również w tej budowie Władysław robił stolarkę, a w nowym domu ludowym stolarkę dachową. – To prawda, że dostawał zawsze za swoją pracę pieniądze, ale nigdy nie były one dokładnym odzwierciedleniem ilości pracy jaką włożył w daną sprawę – zaznacza Chojecki. Były to bowiem prace robione bardzo często w czynie społecznym i za pieniądze lokalnej społeczności.

– Władzio był również wielkim tradycjonalistą – mówi Bombiński. – Co roku razem z innymi strażakami w wielkanocny poniedziałek chodził z chorągwią. – Brał także udział w modlitwach i czuwaniach jakie mieli strażacy – dodaje Bombiński. – Za to co robił dla nas wszystkich, miał poszanowanie wśród ludzi.  Chojecki podkreśla, że Władysław zawsze zaznaczał, że będzie pielęgnował tradycję, do kiedy tylko będzie wstanie. – Bardzo chciał, by powstała nowa chorągiew, niestety nie doczekał się – mówi z żalem Chojecki. – Dopiero bowiem w tym roku będzie uszyta nowa chorągiew.

Inną cechą pana Władysława było oponowanie i spokój. – Nigdy się nie awanturował, zawsze podchodził do sprawy spokojnie i z opanowaniem – mówi Bombiński. – Umiał rozmawiać z ludźmi, dążył do kompromisu.Pan Władysław swoją stolarską pracę nie wykonywał tylko na terenie swojej rodzinnej wsi, ale również na terenie całej gminy. Robił stolarkę m.in. w szkołach w Popowie i Niedźwiadzie. Otrzymał wiele strażackich odznaczeń. Wśród nich m.in. brązowy, srebrny i złoty medal za zasługi. Otrzymał również odznaczenie państwowe – Srebrny Krzyż Zasługi.

Zmarł 12 grudnia 2009 r. Jego pogrzeb odprawiono w łowickiej katedrze. Przybyło na niego wiele osób: mieszkańców Zielkowic, strażaków, przedstawiciele władz gminy Łowicz. – Dziadek był wyjątkowy, kochany – mówi jego wnuczka Weronika Mońka. – Pokazywał nam wszystkim, że trzeba działać na rzecz społeczności w której się mieszka, żyć dla niej. Ona sama jest m.in. w młodzieżowej OSP, gra w Dziecięco – Młodzieżowym Zespole Koderki, gra na koncertach organizowanych w kawiarni Powroty. Wartości i przywiązanie do tradycji zostało przekazane dalej.

((ms))

Komentowanie nie jest możliwe.