Łączy ich jedna pasja – zamiłowanie do motocykli i poczucie wolności, jakie daje im jazda motorem. W Łowiczu jest ich około 100. Są wśród nich adwokaci, lekarze, sędziowie piłkarscy, zwykli pracownicy, nawet emeryci. Łowiccy motocykliści nie są zrzeszeni w klubie, ale nie jest im to potrzebne. Sami o sobie mówią, że są jedną wielką motocyklową rodziną.

 

Początki łowickiej grupy motocyklowej sięgają lat 90., gdy na motocyklach jeździło ok. 10 miłośników dwóch kółek. Jak wspomina Janusz Politowicz, prekursor spotkań łowickich motocyklistów, spotykali się najpierw na Mariance, u niego na działce. Tam też odbywały się pierwsze zloty motocyklowe z udziałem zaprzyjaźnionych motocyklistów z innych miast. Od 2001 roku „Marianka” nabrała większego rozmachu, zaczęło się tam zjeżdżać coraz więcej motocyklistów z Łowickiego. Po kilku latach okazało się, że działka to za mało. Łowickie zloty nabrały takiego rozmachu, że trzeba było przenieść je na większy plac. – Od 4 lat imprezę organizujemy na campingu „Pod Sosną” w Nieborowie, pod nazwą Łowicka Majówka Motocyklowa. Od kilku lat przyjeżdża do nas ok. 300 motocyklistów z Łowicza i okolic, min. Kutna, Sochaczewa, Skierniewic ,Strykowa , Zgierza, Łodzi, Krośniewic, Żyrardowa. Mieliśmy również gości z dalszych zakątków, jak chociażby Ełk i Nowe Miasto Lubawskie – opowiada Politowicz.

 

500 maszyn w Nieborowie

Kolejny już zlot odbył się 21 i 22 maja. – Motorów było około 500. Przeważały ścigacze, ale trafiały się także własnoręcznie przerabiane tzw. choppery czy mające po kilkadziesiąt lat, zabytkowe już motory – „weterany”. Nie zabrakło też skuterów i kultowej „motorynki”. Motocykliści wzięli udział we mszy świętej w kościele na Korabce, a po niej poświęcono ich maszyny, paradowali ulicami Łowicza i mieli blisko 1,5-godzinny pokaz na Nowym Rynku, skierowany do mieszkańców Łowicza. W nocy bawili się już we własnym gronie na campingu w Nieborowie.


Setka miłośników motocykli

Trzon imprezy stanowili maniacy motorów z Łowicza i okolic, których jest ok. 100. Są to mężczyźni, kobiety i młodzież – przedział wiekowy 16  – 70 lat. – To jest ogromna grupa różnych osób, którzy czerpią wielką przyjemność z jazdy motorem. To są ludzie stateczni, którzy w ten sposób chcą odreagować trudy życia codziennego. Statystyki pokazują, że ludzie w średnim wieku powodują mało wypadków, jest u nas trochę młodzieży, która, jak to młodzież, musi się wysza leć i właśnie od tych starszych, doświadczonych kierowców uczy się jazdy na motorze i zachowania na drodze. Bo każdy z nich wie, jakie zagrożenie niesie ze sobą jazda na motorze – mówi pan Janusz. – U nas nie ma klubu, ale jesteśmy jedną motocyklową rodziną. Przeważnie spotykamy się u mnie, w garażu na os. Dąbrowskiego, gdzie rozmawiamy o motorach, kultywujemy naszą pasję. Jeździmy dużo, nawet bardzo dużo, robimy na motorach po kilkadziesiąt tysięcy kilometrów rocznie, jeżdżąc po całej Polsce, na motocyklowe zloty i nie tylko – dodaje Politowicz.

 

Łowiczanie jeżdżą na różnych motocyklach. – Przekrój jest duży, praktycznie są tu wszystkie rodzaje motorów: ścigacze, kilka chopperów, turystyki i kilka weteranów, czyli zabytkowych pojazdów – wylicza Politowicz, który jeździ już motorem ok. 50 lat. Ta przygoda zaczęła się od łowickiego szewca, który miał powojenny motor DKW 100, na który wsadzał mnie, jak jeszcze byłem dzieckiem, i tak mi zostało do dzisiaj. Zjeździłem kilkanaście motorów, dla mnie jazda to wolność, to całe moje życie – nie ukrywa inicjator motorowych majówek.

 

Jego zdaniem dzisiaj motocykliści mają lepiej niż kilkanaście lat temu, chociażby za czasów PRL, gdzie dostęp do motocykli, do części, był bardzo trudny. Wtedy miłośnicy motocykli zajeżdzali junaki, WSKi MZK, kupowane z reguły od starszych osób. Potem w garażach, ubrudzeni po szyję w smarach, pracowali przy swoich maszynach, by czasami pojeździć jeden sezon. Na zimę motor znów trafiał na warsztat. Popularne były wtedy zwłaszcza tzw. choppery, czyli motocykle, którym ich właściciele nadawali niepowtarzalny, oryginalny wygląd, z przedłużonym przednim „widelcem” i zakręcanymi kierownicami. Dzisiaj takich przerabianych motorów już praktycznie nie ma. – Teraz motory już się nie psują tak jak kiedyś, stąd nie trzeba przy nich tak często grzebać, choć jest kilka osób jeżdżących „weteranami” i dla nich to grzebanie, te smary, to ogromna frajda – dodaje Politowicz.


Motorynka na komunię

Od 1984 na motorze jeździ natomiast Witold Kuciński z Łowicza, który swe pierwsze motocyklowe kroki stawał motorowerze Simpson 50. – Jak to się zaczęło? Nie wiem. Po prostu była komuna, nie było co robić – opowiada. A dzisiaj? – To wolność, adrenalina, przygoda, turystyka – mówi.

 

Od 9 roku życia na motorze jeździ jego kolega Robert Bednarek, którego spotkaliśmy na łowickim Nowym Rynku. Przyjechał Kawasaki. – Na I Komunię Świętą dostałem motorynkę. Wtedy złapałem bakcyla, potem była WSK-a, potem inne motory. Za komuny o motory było ciężko, tata gdzieś znalazł i się jeździło. Poznało się fajnych ludzi, którzy przekonali do jazdy i tak jakoś poszło. Jeździłem też na chopperach. Przez te lata przerobiłem ze 20 motocykli – wspomina Bednarek.

 

Dzisiaj niektórzy motocykliści zarazili swą pasją własne dzieci i wychowują kolejne pokolenie motocyklistów. Tak stało się w przypadku Pawła Bystrońskiego z Dzierzgówka w gminie Nieborów, który jeździ razem z 11- i 13-letnim synami: Piotrem i Darkiem. – Był 1993 rok, gdy po ojcu przejąłem MZK. Tata wcześniej trochę jeździł i to właśnie on zaszczepił we mnie pasję do motoru. To przyjemność i relaks – mówi Bystroński. – Warto u nich to zaszczepiać, żeby jeździli spokojnie i rozważnie, tak ja jeżdżę – dodaje, mówiąc o swoich chłopcach. – Jeżdżę z tatą od dwóch i jest bardzo fajnie – dodaje starszy z chłopaków, który przyjechał na Kingwayu. Młodszy z braci jeździ na motorynce.

 

Jakiś czas rozbrat z motorem miał Henryk Kosiorek, jeżdżący Suzuki Intruderem. – W młodości jeżdziłem WSK, ale rozsypała się ze starości. Potem jakoś nie mogłem do tego powrócić, gdyż były inne obowiązki. Od 2 sezonów udaje mi się jeździć, co mnie bardzo cieszy. To jest niesamowite odprężenie. Jak wsiadam na motor, to zapominam o wszystkich problemach – dodaje. Czy jazda motocyklem to drogie hobby? – Teraz, jak już jest motor, to nie, choć na wstępie trochę kasy trzeba wydać – uśmiecha się Kosiorek. – Jakieś 20 tysięcy za ten motor i ponad 2 tysiące za strój – dodaje po chwili.

(td)

Komentowanie nie jest możliwe.