Zbigniew Kapanowski, wcześniej pracujący w strukturach odpowiedzialnych za nadzór właścicielski nad spółkami Skarbu Państwa, został powołany na prezesa Stadniny Koni Walewice sp. z o.o.  

Stanowisko objął z początkiem grudnia, po rezygnacji Jacka Chołuja, o której informowaliśmy w piątek. Dziś mieliśmy okazję spotkać się z nowym gospodarzem Walewic. Oszczędny w słowach, zasłaniając się obowiązującą go, tak jak i poprzednika, polityką informacyjną Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, ze wszelkimi pytaniami o konkrety, czyli m.in. kondycję finansową walewickiej spółki i powierzone mu zadania, odsyła nas do rzecznika prasowego KOWR. Kiedy jednak powołaliśmy się na zasłyszaną w samorządzie lokalnym informację, że nowy prezes ma misję uzdrowienia sytuacji stadniny, nie zaprzeczył. 

Potwierdził, że walewicką spółkę zna z nieco innej perspektywy, bo kilka lat temu odwiedzał ją pracując w Zespole Nadzoru Właścicielskiego ANR. Gdyby teraz miał być w stadninie tym, który “zgasi światło”, to na pewno nie podjąłby się tej misji. 

Więcej o zmianie w Walewicach przeczytacie w czwartkowym numerze “Nowego Łowiczanina”. 

Zbigniew Kapanowski. fot. Elżbieta Woldan-Romanowicz

4 komentarze

  1. Patrząc na tego pana z Walewic, można spostrzec, że to fachowiec jakich mało, jeżeli się nie pośliźnie to na pewno SK wyprowadzi na tzw. prostą czyli zamknie rok obrachunkowy zyskiem jakiego Świat nie widział, albo jeżeli nie da rady to znowu go odwołają a szkoda by było takiej siły fachowej zabierać Walewicom , bo to tylko ta osoba tam da radę nikt więcej, a to że dachy przeciekają , mury zawilgocone, konie niedożywione to nie jest ważne, ważne żeby on tam trwał i pogrążał ten zakład jak inne zostały pod rządami takich jak on zrujnowane.

  2. Oj , ,, Burak” chyba masz rację , ten pan może najwyzej pogrżyć bardziej tę stadninę bo nie wygląda na cudotwórcę i napewno nim nie jest, wystarczy tylko popatrzeć na budynki gospodarskie tej Stadniny, poobrywane rynny na budynkach , zacieki ścian, niedługo degradacja tego przedsiębiorstwa się pogłębi a ten cudotwórca zostanie wymieniony na nastepnego.

  3. Tak się kończą nominacje z nadań partyjnych. Nawet za PRL na takie stanowiska powoływano ludzi z odpowiednim przygotowaniem i wykształceniem zawodowym, teraz wystarczy tylko sympatia partyjna. Bardzo to bolesne i kosztowne dla kieszeni podatnika. Dysponenci takich rozdań wydaja pieniądze nie swoje , za złe decyzje nie odpowiadają i tak się marnotrawi nasz państwowy dorobek.

  4. Ale ten pan nie wyglada na kogoś kto odróżnia jare od żyta i ozime od pszenicy … Dziwne ze tak szybko sie znalazł , ciekawe jakie faktycznie ma zadanie ? Wszystkie desanty z Warszawy czy Łodzi zle sie kończyły !

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.