Uzmysłowić sobie prawdę, że boimy się śmierci, że musimy przeżywać to, czego nie chcemy, borykać się z trudnościami, jakich chcielibyśmy uniknąć, doświadczyć tego, że tak wiele nie potrafimy, nie umiemy, że nie możemy żyć tak, jakbyśmy chcieli – to konieczny wstęp do tego, by tę sytuację przezwyciężyć. Takie było pierwsze przesłanie, z jakim wczoraj wieczorem wystąpił do kilkudziesięciu osób, które zostały w kościele po wieczornej mszy św. ksiądz, który wraz z dwiema innymi osobami, świeckimi, zainaugurował cykl katechez dla dorosłych.

Drugim przesłaniem, z którym ten zespół przyjechał do Łowicza, było to, że ten naturalny stan nędzy, braku, niespełnienia, jest do przezwyciężenia drogą zaufania Jezusowi, otwarcia się na Jego moc, która objawiła się w cudach i przede wszystkim w zmartwychwstaniu, ale objawia się też tu i teraz, gdy tylko ze strony człowieka padną te same słowa, jakie do Jezusa wypowiedział ślepiec pod Jerychem: Jezusie, ulituj się nade mną. Do tego trzeba jednak odwagi stanięcia w prawdzie o sobie.

Tej prawdy o sobie samym prowadzący ksiądz nie ukrywał: mówił o latach pijaństwa w okresie studiów, o gorzkim doświadczeniu niezrozumienia między rodzicami, o trudzie wybierania między dawnym życiem a nowymi perspektywami, które otwierało nawrócenie (nawet gdy już czuł, że chce czegoś innego, potrafił przyjść na katechezę z butelką wódki w kieszeni i potem iść dalej na imprezę…), a nawet o pokusach „spowszednienia” tego co święte, a z czym obcuje na co dzień, gdy już rzucił asystenturę na uczelni i został kapłanem.

Niedzielne spotkanie zapoczątkowało cykl katechez, które będą się odbywały w katedrze przez kilka tygodni w każdy poniedziałek i środę o 20.00. Ekipa prowadząca zaprasza wszystkich chętnych, nie ma znaczenia, czy ktoś był na spotkaniu inauguracyjnym w niedzielę czy nie był.

Komentowanie nie jest możliwe.