Prawie każdy łowiczanin wie, że w przeszłości Żydzi mieszkali na Bielawskiej, Browarnej, Nowym Rynku i Zduńskiej. Wielu potrafi do dziś wymienić ich nazwiska: Grinbergowie, Rosenbergowie, Działoszyńscy, Weksteinowie. Kojarzeni byli często z kamienicami, sklepami oraz handlem.

Rodzina, o której postanowiłem napisać, nie jest kojarzona z ulicą Zduńską i Nowym Rynkiem, daleko jej do bogactwa czy zamożności. Pamięć o tej rodzinie przetrwała jedynie we wspomnieniach najstarszych mieszkańców osiedla Górki, których z roku na rok ubywa. Co osiedle położone w zachodniej części miasta ma wspólnego z Żydami? Na pewno z faktem, że przy ul. Łęczyckiej znajduje się założony ok.1831 r. cmentarz, zwany kircholem, na którym byli chowani Żydzi. Nie
o cmentarzu chciałem jednak napisać, lecz o jego opiekunach, żydowskiej rodzinie Smakowskich. W Archiwum Państwowym w Łowiczu przechowywana jest księga stałej ludności wsi Zagórze i Górki Zagórskie. Dlaczego wsi? Ponieważ dopiero po II wojnie światowej weszły one do obszaru administracyjnego miasta Łowicza. Z księgi tej można się dowiedzieć, iż w domu w pod nr. 11 mieszkali Smakowscy. Zapisani są tam kolejno:

  • Josek, ur. w 1873 r., syn Dawida i Maszy, z adnotacją o śmierci w 1939 r.,
  • Tauba z domu Frajlich, ur. w 1884 r., córka Mendla i Marii oraz ich dzieci:
  • Aron, ur. w 1913 r.,
  • Blima, ur. w 1918 r.,
  • Rojza, ur. w 1920 r.,
  • Dawid, ur. w 1923 r.,
  • Rywka, ur. w 1925 r.,
  • Jakub, ur. w 1927 r.,
  • Fajga-Mindel, ur. w 1930 r.,
  • Menachem, ur. w 1932 r.

 

Wszyscy mieszkali tuż obok cmentarza, w domu, który należał do gminy żydowskiej. Moja babcia, Helena Skowrońska, urodzona w 1930 r. pochodziła z rodziny Kocimskich, która w 1929 r. osiedliła się we wsi Zagórze, w niedalekim sąsiedztwie tego cmentarza. Często wspominała, iż Smakowscy byli biedną rodziną, lecz nie pozbawioną kultury. Nie pamiętała, skąd przybyli. Wiedziała jedynie, że częstymi ich gośćmi była rodzina z Bolimowa. Josek Smakowski był wysoki, nosił charakterystyczną brodę. Pełnił funkcję stróża cmentarnego oraz furmana. Przewoził ciała zmarłych Żydów do kaplicy cmentarnej, którą ufundował w 1937 roku łowicki przemysłowiec Anatol Wekstein. Josek zmarł jeszcze przed wybuchem wojną i został pochowany na cmentarzu przy Łęczyckiej. Nieprawdą jest, że został złapany w Zielkowicach i aresztowany. Żyd, którego schwytali Niemcy również nazywał się Smakowski i był najprawdopodobniej jego krewnym.

Tauba Smakowska, nazywana po prostu Joskową, była niskiego wzrostu, lekko przy kości. Opiekowała się i dbała o porządek na grobach rodzin bogatych Żydów, m.in. na grobie dziadków A. Weksteina, którzy jej za to płacili. Dorabiała jako sprzątaczka w sklepie z farbami na ul. Zduńskiej, będącym własnością Abrahama Grinberga. W czasie wojny rozpowszechniona była przez Niemców opinia, że Żydzi to brudasy. Moja babcia absolutnie temu zaprzecza. W domu Joskowej, choć biednym, zawsze było czysto, a jej dzieci chodziły zadbane. Jako dziecko, babcia przyjaźniła się z córką Smakowskich, Rywką. Do dziś wspomina smak żydowskiej macy, to jest placka z nie kwaszonego ciasta, bez dodatku soli, spożywanego przez Żydów podczas Paschy, przygotowywanego przez panią Joskową. W domu żydowskich przyjaciół wszystko było inne – kultura, kuchnia i obyczaje, które babci bardzo się podobały. W okresie świąt Bożego Narodzenia Rywka przychodziła do domu moich pradziadków i wraz z babcią wykonywała z papieru łańcuch. Wieszały go później wspólnie na choince i sprawiało im to ogromną radość.

Ojciec babci – Jan Kocimski, urodzony w 1894 r. w Łowiczu na ulicy Koziej, pracował w kamienicy u Emila Balcera. Jego zaś żona – Marianna, urodzona w 1897 r. w Pilaszkowie pod Łowiczem, zajmowała się domem oraz wychowywaniem dwójki dzieci. Pradziadkowie byli bardzo zaprzyjaźnieni ze Smakowskimi. W czasie szabasu (dzień postu), zarówno biednym, jak i bogatym Żydom, nie wolno było wykonywać jakichkolwiek prac. Tak też było u Smakowskich. Josek spędzał wtedy czas na modlitwie, a Joskowa piekła macę. W czasie postu mój pradziadek przychodził i rozpalał im w piecu oraz pomagał w różnych pracach.

W czasach II wojny światowej prababcia Marianna oraz jej matka Katarzyna próbowały pomóc żydowskiej przyjaciółce. Ukrywały ją na strychu swego domu. Był rok 1940. Licząca wtedy 10 lat, babcia Helena wraz ze swoim starszym o rok bratem Marianem zbierała żywność (jajka, mleko, chleb) dla Żydówki, która ukrywała się do końca kwietnia 1940 r. Pewnego wieczoru, prababcia po wejściu na strych z jedzeniem, nie zastała już tam tej kobiety. Wypytywała się sąsiadów, czy gdzieś jej nie widzieli. Najprawdopodobniej, nie chcąc narażać życia swoich przyjaciół, uciekła, pozostawiając po sobie stary sweter.

Po wojnie prababcia, będąc w odwiedzinach u kuzynki w Bocheniu, dowiedziała się od mieszkańców, iż jakaś Żydówka z Górek długo ukrywała się w Chruślinie w czyimś gospodarstwie. Być może chodziło o Smakowską. Jak potoczyły się jej losy, nikt nie potrafił powiedzieć. Córka Smakowskich, Blima wyjechała i zamieszkała w Łodzi w 1932, gdzie pracowała w fabryce, po wojnie nie wróciła już do Łowicza. Pozostałe dzieci, w tym Rywkę, służącą u bogatych gospodarzy w pod łowickich wsiach, schwytano do getta, a potem trafiła do jednego z obozów zagłady.

Zapytałem się na koniec babci, jaki był stosunek mieszkańców Górek do Smakowskich. Odpowiedziała mi: „różny, ale nie najgorszy”. Żyli wśród nas, nie wadzili nikomu, byli dobrymi sąsiadami. Taki obraz jednej z wielu rodzin żydowskich w naszym mieście pozostał we wspomnieniach mojej babci – Heleny Skowrońskiej z Kocimskich.
                                                                                       

(Michał Andrzej Sianoszek )

Komentowanie nie jest możliwe.